Park Narodowy Khao Sok i Jezioro Cheow Lan

Wrzesień 20, 2017

Kategorie: Dalej , Park Narodowy Khao Sok i Jezioro Cheow Lan , Tajlandia

Jednym z żelaznych miejsc do zobaczenia w Tajlandii od początku był Park Narodowy Khao Sok, koniecznie z noclegiem w domku na drzewie w Our Jungle House. Oczywiście impuls do wyboru tego konkretnego miejsca dało mi zdjęcie OJH znalezione w sieci. Tak bardzo zapadło mi w serce, że w zasadzie cały plan podróży został ułożony w taki sposób, by w OJH się znaleźć. OJH to najlepszy, najpiękniej położony kompleks drewnianych domków w samym sercu dżungli. Prawdziwej, tętniącej życiem, huczącej odgłosami, soczyście zielonej. Wszystkie inne domki znajdują się na jej obrzeżach, w obrębie  miasteczka Khao Sok, małego, ale pełnego turystów, muzyki i stoisk z pizzą (!) i innymi „specjałami” pod turystów. OJH jest zupełnie inne. Z Khao Sok Town do OJH trzeba dojechać jeszcze wgłąb lasu deszczowego. A na miejscu jest spokój, wspaniała roślinność i wszechobecne odgłosy dżungli. Domki są różne, małe, większe, na ziemi i na drzewie, przy rzece obok wysokich klifów,  z tarasami, położone od siebie w sporej odległości. Wszystkie wyposażone w wygodne łóżka, moskitiery, wodę do picia, łazienki. Domki nie są całkowicie zabudowane, pod sufitem ściany to właściwie drewniane szczebelki, które nie wpuszczają do środka zwierząt, ale nie wygłuszają ich nocnych odgłosów. Dlatego spanie w takim domku to ogromna frajda i fantastyczne doświadczenie 🙂 W nocy domek aż huczy od nawoływań małp, ptaków, wszelakiej maści owadów, co jakiś czas odzywał się jakiś ptak wydając odgłos, którego nigdy nie słyszeliśmy, a przy tym sprawiając wrażenie jakby był z nami w domku. REWELACJA!

 

 

Po spędzeniu połowy dnia i nocy w tym przepięknym miejscu, kolejnego dnia udaliśmy się na dwudniowe safari nad Cheow Lan Lake (lub Cheow Larn Lake, nazwy używane zamiennie).  W tym celu, wraz z dwiema parami z Niemiec jako naszą grupą i świetnym przewodnikiem, przewiezieni zostaliśmy do przystani, z której wyruszają wycieczki po jeziorze. Potem ponad 1,5 godziny płynęliśmy wgłąb jeziora do miejsca, w którym mieliśmy spędzić noc. Jezioro położone jest w samym sercu Parku Narodowego Khao Sok. Jest to ogromny teren dziewiczego lasu deszczowego (ponoć najstarszego na świecie) z wystającymi pionowo z wody wapiennymi skałami. Jezioro powstało przez zalanie gór i terenów rolniczych wodą z rzeki, na skutek zbudowania tamy. Zatopione zostały góry, lasy i pola, co doskonale widać podczas pływania po jeziorze.

 

 

Woda w jeziorze ma piękny turkusowy kolor, czego może nie widać na zdjęciach, ponieważ odbija się w niej nieco zachmurzone niebo, jest też krystalicznie czysta, miejscami ma głębokość nawet 300 metrów.  Miejsce to nazywane jest tajskim Guilin ze względu na krajobraz i wapienne skały, przypominające  te chińskie. Podobne również znajdują się w słynnej Zatoce Ha Long w Wietnamie. Obserwowanie widoków z łodzi to czysta przyjemność. Wokoło mnóstwo wapiennych ostańców porośniętych lasami, małych wysepek zamieszkałych przez małpy, pojedynczych drzew wystających z wody.

 

 

Podpływamy do tzw. bramy parku, miejsca charakterystycznego, znanego z broszur reklamowych. Zatrzymujemy się przez chwile w otoczeniu skał. Jest przepięknie! A potem płyniemy dalej i naprawdę nie wiadomo, w którą stronę patrzeć, tak jest pięknie 🙂

 

 

Dopływamy w końcu do naszych domków, tym razem na wodzie. Małe bambusowe chatki, bardzo proste i niezbyt szczelne, zbudowane na drewnianym pomoście, bujają się lekko na wodzie.

 

 

Po zajęciu domków dostajemy pyszny obiad, m.in. kurczak w sosie słodko-kwaśnym, warzywa dla wegetarian, dużo ryżu, świeży soczysty arbuz i ananas,  jedzenia jest dużo i smakuje wybornie. A potem ruszamy na trekking w dżungli. Podpływamy do miejsca, z którego można rozpocząć pieszą wycieczkę do punktu widokowego. W zależności od położenia domków, wycieczki przewidują inne aktywności- może być spacer do wodospadu (ale ponoć o tej porze roku wysycha), może być eksplorowanie jaskini albo wspinaczka na punkt widokowy, co przypadło nam w udziale. Przejście szlaku zajmuje ok 2,5 godzin, z czego 1,5 godziny to spacer przez dżunglę, miejscami dość ostro pod górę, a potem wspinaczka. Nasz przewodnik umilał nam wędrówkę, a zwłaszcza naszym dziewczynkom, pokazując różne ciekawe rośliny, wspinając się na drzewa, zwieszając się na gałęziach do czego i je zachęcał albo robiąc im z liści dekoracje na głowy. Generalnie tryskał energią i był niesamowicie kreatywny 🙂 Podczas spaceru słyszeliśmy wokoło niesamowite odgłosy dżungli, co chwilę umykały nam spod stóp jaszczurki, a przewodnik objaśniał wszystko co widzieliśmy i słyszeliśmy. Zbierało się na burzę, więc frajda była jeszcze większa 🙂 Gdy doszliśmy, po naprawdę ostrym podejściu w górę, do miejsca skąd trzeba było wdrapywać się po skałach do punktu widokowego, Grzegorz z Polą i drugim opiekunem grupy zostali, a potem zaczęli powoli schodzić, a my z Lenką ruszyłyśmy dalej. I ostatnie 300 metrów to podejście prawie pionowo w górę, przy użyciu wszystkich czterech kończyn, nierzadko wdrapywanie się w dziwnych pozycjach byleby nie zjechać w dół, a na punkcie widokowym też nie ma miejsca do swobodnego stania, trzeba gdzieś wcisnąć stopy i oprzeć się o skały. I chłonąć 🙂  Byłam pełna podziwu dla Lenki, że dała radę, a nawet wyprzedziła nas wszystkich. Lubi dziewczyna wyzwania 🙂 Po dotarciu na punkt widokowy oniemieliśmy z zachwytu. Pomimo zachmurzenia, lekkiego deszczu, i przez to panujących wokoło szarości, widok był fantastyczny i w pełni rekompensował wspinaczkę.

 

 

Zejście w dół po śliskich skałach było chyba nawet trudniejsze niż wejście, ale po pokonaniu tych ostatnich 300 metrów trasy, spacer przez las do łodzi był już lekki. W drodze powrotnej do domków, wypatrywaliśmy małp, ptaków, przewodnik pokazywał nam liczne stworzenia zamieszkujące teren parku.

 

 

Po intensywnym dniu padliśmy ze zmęczenia, uśpieni odgłosami lasu i wody. A rano… spektakularny wschód słońca…

 

 

A chwilę potem, przed śniadaniem, poranne safari. Dzięki sprytnemu przewodnikowi, który wydawał odgłosy prawie jak otaczające nas zwierzęta, udawało nam się zobaczyć skaczące po czubkach drzew gibony, charakterystyczne dla tego miejsca ptaki – Hornbill,  które wydawały jedyny w swoim rodzaju odgłos, no i  znowu piękne widoki.

 

 

Po pysznym, jak zwykle, śniadaniu mieliśmy czas wolny. Można było pływać w jeziorze, z czego oczywiście skorzystaliśmy, ale hitem okazało się pływanie kajakiem. Wsiedliśmy do dwóch kajaków i popłynęliśmy przed siebie, kierując się odgłosami zwierząt. Wrażenia nie do opisania, pływaliśmy ok. 2 godzin w środku niczego, sami, bo nasi współtowarzysze dokazywali w wodzie przy domkach, a my pływaliśmy od wysp do skał, od jednego szczeknięcia małpy do pohukiwania ptaka i tak na zmianę. Obserwowaliśmy małpy skaczące po drzewach, a ich odgłosy niesamowicie niosły się po wodzie. Ze względu na położenie naszych domków- najdalej w całym parku- byliśmy tam zupełnie sami. I o ile na porannym safari minęliśmy ze dwie łodzie podczas obserwowania zwierząt, to podczas pływania kajakiem byliśmy tylko my, woda i zwierzęta. Nie zabrałam aparatu więc musicie uwierzyć na słowo, że było to jedno z najlepszych i najpiękniejszych doświadczeń w życiu, chwile niepowtarzalne i absolutnie wyjątkowe.

 

 

W południe zostaliśmy ponownie nakarmieni pysznym lunchem i nadszedł czas  powrotu do rzeczywistości. Łodzią wróciliśmy do przystani, podczas całego rejsu nikt nic nie mówił, Pola zasnęła mi na kolanach, a reszta towarzystwa oglądała widoki jakby chcąc zapamiętać wszystko jak najdokładniej i nie uronić ani chwili z tego magicznego miejsca.

 

 

Po safari wróciliśmy na jeszcze jedną noc do Our Jungle House, żeby nasycić się do reszty tym pięknym miejscem. Pospacerowaliśmy po okolicach, oglądając plantacje palm i kauczuku, złapał nas ulewny deszcz, który padał po naszej prawej stronie, a po lewej już nie, posiedzieliśmy na tarasie próbując czytać, ale co chwilę wzrok leciał gdzieś pomiędzy drzewa, a słuch wyławiał coraz to nowe odgłosy. Zjedliśmy pyszny obiad w tutejszej restauracji na świeżym powietrzu, poszliśmy na spacer nad rzekę, do której Grzegorz wpadł ;), poobserwowaliśmy małpy biegające tuż przy recepcji i kradnące kokosy. A potem noc pełna cudownych odgłosów, tętniąca życiem i po wspaniałym śniadaniu wyjazd na lotnisko i powrót do Bangkoku.

 

 

Jeśli chcecie w Tajlandii odwiedzić wyjątkowe miejsce to jedźcie do Khao Sok i Our Jungle House. Las deszczowy i jezioro to nie tylko przepiękne widoki, ale przede wszystkim wspaniałe doświadczenie obcowania z pierwotną i tętniąca życiem przyrodą. To wszechobecna zieleń i egzotyczna flora i fauna. To przeżycie, którego z pewnością nie zapomnicie. Takie, które wywołuje efekt WOW 🙂 Można w Tajlandii spędzić czas na plaży, często wśród tłumu turystów i nie mając poczucia elementarnej intymności, a można doświadczać Tajlandii w odosobnieniu, z garstką zaledwie tak samo spragnionych przygód i przyrody towarzyszy lub i bez nich, jeśli wybierzemy prywatne safari. Poczucie bycia w miejscu, które wydaje się końcem świata, pustką i ciszą  a zarazem aż bucha od intensywności odgłosów i doznań, jest jedyne w swoim rodzaju. Tu czas zatrzymuje się w miejscu, a zmysły nastawiają się na chłonięcie i odbieranie wrażeń. Polecamy 🙂

 

Informacje praktyczne:

  • Khao Sok położony jest w południowej Tajlandii, pomiędzy Phuket, Krabi, Khao Lak i Koh Samui czyli najpopularniejszymi celami turystycznymi w Tajlandii.
  • Z któregokolwiek miejsca będziecie chcieli tam dotrzeć to najpierw trzeba dojechać do Surathani – pociągiem, samolotem, autobusem, busem czy taxi. Z Surathani do Khao Sok Town można dojechać autobusem lub busem z dworca autobusowego w godzinach 8.00-16.00, autobusy odjeżdżają mniej więcej co godzinę o pełnej godzinie, a busy pomiędzy nimi. Z miasteczka do Our Jungle House trzeba jeszcze dojechać lub przejść ok. 1,5 km. Z powrotem korzystaliśmy z tzw. łączonych busów, które zbierały chętnych w umówionym miejscu (do którego podwiozła nas obsługa OJH) i odwoziły na lotnisko lub dworzec. Koszt 300 bht od osoby.
  • Ceny noclegów w OJH do sprawdzenia na stronie, należy je rezerwować z wyprzedzeniem, gdyż miejsc nie jest dużo, a cieszą się powodzeniem, choć na miejscu ludzi w ogóle nie widać. Pewnie uczestniczą w różnego rodzaju wycieczkach, a do domków wracają na noc. Rezerwacja następuje przez stronę lub kontakt mailowy, OJH sprawnie odpisuje na maile.
  • Ośrodek oferuje różne wycieczki, również opisane na stronie , we wszystkich można uczestniczyć bez wcześniejszej rezerwacji poza 2-dniowym safari nad jeziorem, które trzeba zarezerwować wcześniej.
  • Koszt naszej wycieczki to 2500 bht od osoby dorosłej i 2100 bht dziecko, obejmuje transport nad jezioro, nocleg, wyżywienie, opiekę przewodnika. Nocleg w konkretnych domkach zależy od ich dostępności, nie zawsze będą to „nasze” domki. Od położenia domków zależy też późniejszy trekking – punkt widokowy, jaskinia lub wodospad. Po parku czy wokół jeziora nie można samodzielnie wędrować, trzeba skorzystać z wycieczek zorganizowanych.
  • Moim zdaniem warto zostać w OJH na 2 noce, bo zanim tam dotrzecie to minie co najmniej pół dnia, a po jakiejkolwiek wycieczce też nie zostaje dużo czasu, a naprawdę warto spędzić tam chwilę dłużej. Dlatego my zarezerwowaliśmy nocleg na 2 noce, przedzielone noclegiem nad jeziorem. W tym czasie główne bagaże zostają bezpłatnie w przechowalni w ośrodku.
  • Nad jeziorem nie ma komarów, co ważne, bo wapienne osady w wodzie nie służą komarom. W dżungli komary są, ale nie w jakiejś dużej ilości, więcej ich chyba było w Bangkoku.
  • Na miejscu w OJH jest otwarta, zadaszona restauracja serwująca pyszne tajskie dania w rozsądnych cenach i z pięknym widokiem. Podczas kolacji np. wskoczyła w odwiedziny ogromna żaba, tak wielkiej jeszcze w życiu nie widzieliśmy 🙂
  • Wpiszcie to miejsce na listę must see!

 

Podobał Ci się ten wpis? Polub nasz profil na Facebooku.

18
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
10 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
JagodaŁukaszElizaNorbertMarta Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jagoda
Gość
Jagoda

Świetny wpis..nigdzie tyle praktycznych informacji w jednym miejscu nie znalazłam!:) nurtują mnie dwie rzecz i byłabym wdzięczna za odpowiedź. Domek na drzewie wygląda bajecznie ale , czy dla kogoś kto panicznie boi się pająków będzie dobry?
Odnosnie domków na wodzie – czy czuć jakieś bujanie? jak wygląda kwestia toalet?
Z góry bardzooo dziękuję:)

Łukasz
Gość
Łukasz

Witam,
Mam takie szybkie zapytanie w kwestii rezerwacji, bo piszecie że byliście na dwie noce ale przerywane.
Rozumiem że Wasza rezerwacja wyglądała na zasadzie (załóżmy przykładowe daty) 4 grudnia w domku na drzewie, 5 grudnia nocleg z wycieczki i 6 grudnia znów na drzewie? W sensie robiąc rezerwację w domkach mieliście jedną noc przerwy którą pokrywała wycieczka dwudniowa?
Będę bardzo wdzięczny za odpowiedź ponieważ własnie planuję wycieczkę w tamten region 🙂
Pozdrawiam

Eliza
Gość
Eliza

Mam takie pytanie – w jakich butach najlepiej się tam wybrać ( głównie chodzi mi o wycieczkę na punkt widokowy)? Jak się przygotować ubraniowo? Wybieramy się z mężem na przełomie grudnia i stycznia. Czy trzeba mieć gotówkę aby płacić w restauracji na miejscu czy za wycieczki? Czy jeśli zdecydowalibyśmy się po safari na jeziorze od razu wrócić to czy będzie jeszcze jakikolwiek transport gdziekolwiek, czy lepiej zostać i po śniadaniu ogarniać powrót? Będę wdzięczna za odpowiedź.

Norbert
Gość
Norbert

Świetny wpis, sporo konkretów bez przeciągania i opisywania każdego kroku 🙂 Zdjęcia i praktyczne informacje super 🙂
Jednak jedno pytanie co do hotelu i wycieczki, powiedzcie proszę jak zarezerwować 1 noc, później wycieczkę ze spaniem nad jeziorem(co daje 2 noc) i 3 noc znowu w ośrodku aby nie płacić podwójnie za 2 noc? Będę mega wdzięczny za odp 🙂 Pooooozdrawiam 🙂

Marta
Gość
Marta

o matko! wpisuje na moja listę i zabieram sie za czytanie wszystkiego co tu jest o Tajlandii:)

Edyta
Gość
Edyta

6 lat temu leciałam pierwszy raz do Taj i koniecznie chciałam być w tym parku i właśnie OJH, ale nie wyszło, za dużo było zaplanowane, wszystkiego się nie dało. za 6 tygodni jadę na samotną wyprawę do Taj i tym razem nie odpuszczę 🙂 Zastanawiałam się tylko czy w OJH spędzić noc, czy dwie plust ta dwudniowa wycieczka, ale po Twoim wpisie niemal jestem pewna, że zrobię tak, jak Wy. Piękne zdjęcia, bardzo spontaniczny, naturalny i szczery wpis. Bez wodolejstwa 🙂 Pytanie mam, czy pamiętasz może, czy dla jednej osoby są tam jakieś domki? Te na drzewach to raczej dla… Czytaj więcej »

Karolina
Gość
Karolina

Czy nocleg w dżungli jest bezpieczny dla 3 letniego dziecka? Czy w domkach na jeziorze są komary?

Agnieszka
Gość
Agnieszka

super blog Kochana.
piękne zdjęcia to jedno, ale przede wszystkim świetnie się czyta. oby tak dalej! (w co muszę przyznać nie wątpię;))