
Kalsoy, najpiękniejsza z Wysp Owczych
Wrzesień 23, 2026
Kategorie: Blisko , Wyspy Owcze
Są na Wyspach Owczych miejsca piękne i przepiękne, takie, dla których przyjeżdża się na ten archipelag. Kalsoy zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. Długa, wąska wyspa, wysokie góry wyrastające niemal prosto z Atlantyku, maleńkie osady przyklejone do zboczy, tunele przebijające się przez góry i jedna droga prowadząca na północ, która kończy się w Trøllanes. A dalej pozostaje już tylko pieszy szlak prowadzący przez zielone zbocza do jednej z najbardziej malowniczo położonych latarni na świecie – Kallur Lighthouse. To właśnie takie miejsca podobają mi się najbardziej. Niewiele tu klasycznych atrakcji turystycznych. Najważniejsza jest natura – ogromna, surowa i zdecydowanie dominująca nad wszystkim, co stworzył człowiek.

Kalsoy – farerski „flet”
Kalsoy należy do północnej grupy Wysp Owczych – Norðoyggjar. Jest długa i bardzo wąska, a jej krajobraz tworzy ciąg wysokich gór oddzielonych głębokimi dolinami. Na wyspie znajdują się tylko cztery niewielkie miejscowości: Syðradalur, Húsar, Mikladalur i Trøllanes, a liczba mieszkańców całej Kalsoy oscyluje wokół stu osób. Wyspę tworzy aż 13 gór. Kalsoy zwana jest przez Farerów „fletem”. Nazwa wzięła się od jej długiego, wąskiego kształtu i tuneli wydrążonych w górach, które niczym otwory w instrumencie łączą położone po wschodniej stronie osady. I rzeczywiście, już przejazd przez wyspę jest atrakcją samą w sobie. Droga prowadzi wzdłuż wybrzeża, potem znika we wnętrzu góry, żeby po chwili wyprowadzić nas do kolejnej doliny. Z jednej strony wyrastają niemal pionowe zielone zbocza, z drugiej otwiera się widok na wąską cieśninę i potężne góry sąsiedniej wyspy Kunoy. Nie ma tutaj wielu dróg, skrzyżowań ani możliwości zgubienia się. Jest właściwie jeden kierunek – na północ, do Trøllanes.

Jak dostać się na Kalsoy z Klaksvik?
Na Kalsoy nie prowadzi żaden podmorski tunel ani most. Jedynym sposobem dotarcia na wyspę jest prom z Klaksvík do Syðradalur. Przeprawa jest krótka, trwa około 20 minut, ale sam prom jest niewielki. Statek zabiera zaledwie kilkanaście samochodów, dlatego w sezonie letnim warto rezerwować bilety z kilkudniowym wyprzedzeniem. Innym rozwiązaniem może być pozostawienie samochodu w Klaksvík i skorzystanie na wyspie z komunikacji publicznej. Z przystani w Syðradalur kursuje autobus nr 506, który jedzie przez wyspę aż do Trøllanes. Połączenia są skoordynowane z kursami promu, choć rozkład zmienia się sezonowo i przed wyjazdem warto sprawdzić jego aktualność. Droga z Syðradalur do Trøllanes ma około 17 kilometrów. Nie jest długa, ale zdecydowanie nie warto się nią spieszyć.

Najbardziej na północ położoną osadą na Kalsoy jest Trøllanes. Do 1985 roku można było dotrzeć tutaj jedynie pieszo przez góry albo od strony morza. Dopiero wydrążenie tunelu połączyło wieś drogą z pozostałą częścią wyspy. I rzeczywiście czuć tutaj pewną izolację. Droga wychodzi z tunelu i nagle znajdujemy się w niewielkiej dolinie otoczonej wysokimi górami. Kilka domów, owce, ocean i cisza. To właśnie z Trøllanes rozpoczyna się szlak do latarni Kallur, będący głównym celem większości osób przyjeżdżających na Kalsoy.
Trekking do latarni Kallur
Sama latarnia Kallur jest niewielka. Biało-czerwona, powstała w 1927 roku i gdyby stała w jakimkolwiek innym miejscu, prawdopodobnie nie byłaby wielką atrakcją. Ale stoi w miejscu absolutnie niezwykłym. Na północnym krańcu Kalsoy zielone zbocza gwałtownie urywają się pionowymi ścianami prosto do Atlantyku. Pomiędzy nimi biegnie wąski trawiasty grzbiet, a na jego tle stoi samotna latarnia. Ogromne klify, intensywnie zielona trawa, ocean z kilku stron i kolejne wyspy pojawiające się na horyzoncie. Przy dobrej pogodzie doskonale widać sąsiednie Kunoy i Viðoy, a w oddali charakterystyczne skalne formacje wyrastające z morza.
Zdjęcia Kallur są spektakularne, ale dopiero na miejscu naprawdę widać skalę tego krajobrazu. Maleńka latarnia stojąca obok potężnej skalnej ściany najlepiej pokazuje, jak niewielkie jest tutaj wszystko, co stworzył człowiek. Szlak z Trøllanes jako łatwy. Przejście w obie strony zajmuje zazwyczaj około 1,5–2 godzin.

Ile kosztuje wejście na szlak Kallur?
Szlak przebiega przez prywatne tereny i wejście jest płatne. W 2026 r. opłata wynosi 200 DKK za osobę dorosłą oraz 100 DKK dla dzieci w wieku 13–17 lat; młodsze dzieci wchodzą bezpłatnie. Na miejscu można zapłacić kartą. Warto przed podróżą ponownie sprawdzić cenę, ponieważ zasady korzystania ze szlaków na Wyspach Owczych zmieniają się wraz z nowymi regulacjami dotyczącymi zrównoważonej turystyki. Od lutego 2026 roku na archipelagu obowiązuje również dodatkowa opłata za zrównoważoną turystykę – 20 DKK za noc dla osób od 16. roku życia korzystających z płatnych noclegów, maksymalnie 200 DKK za cały pobyt. Pieniądze mają być przeznaczane m.in. na utrzymanie szlaków i ochronę przyrody.

Kalsoy i James Bond
A jeśli krajobraz północnej części Kalsoy wygląda znajomo, jest ku temu bardzo konkretny powód. To właśnie tutaj realizowano część finałowych scen „No Time to Die”, ostatniego filmu z Danielem Craigiem w roli Jamesa Bonda. Zdjęcia na archipelagu powstawały właśnie na północy Kalsoy – w rejonie Trøllanes i Kallur. W filmie Kalsoy „gra” fikcyjną wyspę, na której znajduje się baza Lyutsifera Safina. I tu zaczyna się ciekawsza część historii, bo Daniel Craig nigdy na Kalsoy nie przyjechał. Na wyspę dotarła około 60-osobowa ekipa specjalizująca się w efektach wizualnych. Północ Kalsoy dokładnie zeskanowano i sfotografowano, a później prawdziwy krajobraz połączono cyfrowo z ujęciami aktorów i stworzoną komputerowo bazą Safina. Sama latarnia Kallur również została w filmie zastąpiona elementami fikcyjnego kompleksu. Filmowcy spędzili dwa dni w Trøllanes i kolejne trzy w rejonie Kallur. Lokalny farmer Jóhannus Kallsgarð, który pomagał ekipie w organizacji zdjęć, zrobił na filmowcach takie wrażenie, że w napisach końcowych pojawił się jako „The King of Kalsoy”.

Grób Jamesa Bonda na Kalsoy
To właśnie na filmowej wyspie Safina James Bond ginie. Po premierze filmu mieszkańcy Kalsoy postanowili upamiętnić ten fakt i niedaleko Kallur ustawili symboliczny nagrobek agenta 007. Wykonano go z farerskiego bazaltu, a jego kształt nawiązuje do nagrobka rodziców Bonda pokazanego w Skyfall. Na kamieniu znalazły się słowa: „The proper function of man is to live, not to exist.”, to cytat z Jacka Londona.
Dzisiaj podczas jednego trekkingu można więc zobaczyć Kallur, jedne z najbardziej spektakularnych klifów Wysp Owczych i… grób Jamesa Bonda. Przy czym zdecydowanie nie Bond jest tutaj największą gwiazdą. Przy takim krajobrazie nawet agent 007 schodzi na drugi plan.

Mikladalur i Kobieta Foka
Po drodze koniecznie trzeba zatrzymać się w Mikladalur. Wioska leży wysoko nad oceanem, a z jej dolnej części schody prowadzą w dół, niemal na sam brzeg wody. Na czarnych skałach stoi tam jedna z najbardziej znanych rzeźb Wysp Owczych – Kópakonan, czyli Kobieta Foka. Brązowa rzeźba autorstwa farerskiego artysty Hansa Pauliego Olsena została odsłonięta w 2014 roku i nawiązuje do jednej z najbardziej znanych legend archipelagu. Według opowieści foki były kiedyś ludźmi, którzy stracili życie w morzu. Raz w roku mogły wyjść na ląd, zdjąć focze skóry i przybrać ludzką postać. Pewien młody mieszkaniec Mikladalur zobaczył wśród nich piękną kobietę i ukrył jej foczą skórę, uniemożliwiając jej powrót do morza. Kobieta została jego żoną i urodziła mu dzieci, ale przez cały czas tęskniła za oceanem. Kiedy po latach odnalazła klucz do skrzyni, w której mąż przechowywał jej skórę, założyła ją i wróciła do morza, a historia ta kończy się klątwą rzuconą na mieszkańców Mikladalur. Rzeźba wygląda szczególnie dobrze właśnie tutaj – na ciemnych skałach, tuż przy wzburzonym Atlantyku. W słoneczny dzień jest po prostu piękna, ale mam wrażenie, że szare niebo, wiatr i wysokie fale pasują do legendy Kópakonan jeszcze bardziej.

Kalsoy – cztery małe wioski i jedna niezwykła droga
Kallur i Mikladalur są głównymi punktami zwiedzania, ale warto zwrócić uwagę także na samą codzienność Kalsoy. Po wyjściu z promu najpierw trafiamy do Syðradalur, najmniejszej z czterech osad. Dalej leży Húsar, następnie Mikladalur, a na końcu Trøllanes. Cała trasa między południem i północą wyspy ma zaledwie kilkanaście kilometrów. A jednak to jedna z tych dróg, które pamięta się długo. Jej urok jest bardzo surowy. Wąski asfalt, ciemne tunele, góry po jednej stronie i woda po drugiej. Co jakiś czas kilka czarnych domów z trawiastymi dachami i owce spacerujące tuż przy drodze. Cała droga jest obecnie asfaltowa, ale ze względu na tunele i wąską jezdnię wymaga ostrożności.


Ile czasu przeznaczyć na Kalsoy?
Teoretycznie Kalsoy można zobaczyć w pół dnia: prom, autobus do Trøllanes, trekking do Kallur, Mikladalur i powrót. Ja jednak nie planowałabym jej w pośpiechu. Na Wyspach Owczych pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie, a Kalsoy jest miejscem, w którym naprawdę warto mieć czas na zatrzymanie się, poczekanie na odsłonięcie chmur czy zwyczajne posiedzenie przez chwilę na zboczu i patrzenie na ocean. Cały dzień będzie znacznie lepszym rozwiązaniem. Daje również większy margines bezpieczeństwa przy korzystaniu z promu i komunikacji publicznej.


Co zabrać na Kalsoy?
Nawet jeżeli rano świeci słońce, na trekking do Kallur warto mieć:
- dobre buty z przyczepną podeszwą,
- kurtkę przeciwdeszczową i przeciwwiatrową,
- dodatkową warstwę odzieży,
- wodę i coś do jedzenia,
- naładowany telefon,
- trochę zapasu czasowego.
Pogoda na Wyspach Owczych zmienia się bardzo szybko. Mgła może całkowicie zasłonić klify, które kilka minut wcześniej były doskonale widoczne. I właśnie dlatego z planami warto być tutaj elastycznym.
Czy warto jechać na Kalsoy?

Zdecydowanie tak. Jeżeli jesteś miłośnikiem przyrody, Kalsoy jest bardzo wysoko na liście miejsc do zobaczenia. Nie ma tutaj wielu atrakcji w klasycznym znaczeniu. Jest jedna droga, kilka maleńkich osad, latarnia, rzeźba związana z legendą i pamiątka po filmie o Jamesie Bondzie. Ale wokół tego wszystkiego jest krajobraz, który całkowicie dominuje nad wyspą. Zielone zbocza wyrastające prosto z oceanu. Pionowe ściany klifów. Góry Kunoy po drugiej stronie cieśniny. Chmury przesuwające się niemal na wysokości wzroku. Maleńka latarnia stojąca na tle gigantycznych skał.
Kallur jest jednym z tych miejsc, w których dosłownie dech zapiera. Żadne zdjęcie nie oddaje przestrzeni, wysokości klifów, wiatru ani poczucia, że stoimy na niewielkim kawałku zielonego lądu otoczonym ogromem północnego Atlantyku. Właśnie dla takich miejsc warto polecieć na Wyspy Owcze.
Jeśli znalazłaś/eś tu przydatną treść i skorzystałaś/eś z moich porad i uważasz, że warto docenić moją pracę, postaw mi kawę. Dziękuję!
https://buycoffee.to/bliskocorazdalej


Dodaj komentarz