Tajlandia (z dziećmi) na własną rękę – plan podróży

Wybieracie się do Tajlandii i potrzebujecie gotowego planu podróży? Nie wiecie jak połączyć ciekawe atrakcje bez tłumu turystów w całość, z uwzględnieniem czasu niezbędnego na przemieszczanie się i zwiedzanie wybranych miejsc? Tadam, oto on… gotowy plan. W dodatku bardzo dobry, z perspektywy czasu nic w nim nie zmieniłabym. Bierzcie i korzystajcie z niego wszyscy 😉

 

ZAŁOŻENIA

 

Najważniejsze  w planowaniu to zdecydować co chcemy zobaczyć. Tajlandia oferuje mnóstwo najróżniejszych atrakcji. Osobiście bałam się, że mnie … rozczaruje. Tak, rozczaruje. Zbyt dużą ilością turystów na m2, zbyt komercyjnymi  miejscami, naciągactwem, brudem (uraz po Indiach) i mogłabym tak jeszcze długo wymieniać.  Nasze założenia były następujące: chcieliśmy postawić na miejsca mniej popularne, niezatłoczone, oferujące określone PRZEŻYCIA oraz widoki, połączenie zwiedzania i odpoczynku na prawdziwie rajskich wyspach, bez gonitwy i spiny, bez zaliczania miejsc. Przeczytałam mnóstwo informacji na temat najróżniejszych miejsc i odrzuciłam od razu na wstępie te najpopularniejsze jak Koh Phi Phi, Krabi czy Phuket. Rajskie plaże w tych rejonach już dawno nie są rajskie, panują na nich dzikie tłumy zagłuszane rykiem silników łodzi. Zatem te rejony odpadły. Zależało nam na malutkich i pustych wyspach, założyłam, że będą dwie. Bardzo chcieliśmy doświadczyć obcowania ze słoniami- nie jeżdżenia na nich czy oglądania sztuczek, ale takiego prawdziwego dnia z opieką nad nimi i możliwością choćby krótkiego przyjrzenia się ich zwyczajom, upodobaniom. Ponadto, bardzo chcieliśmy spędzić noc w domku na drzewie w dżungli (widziałam kiedyś zdjęcie i nie dało mi już spokoju) oraz przenocować w bambusowej chatce nad jeziorem, a także przejechać kilkanaście godzin pociągiem. Oczywiście kilka dni chcieliśmy spędzić w Bangkoku oraz odwiedzić historyczną stolicę Tajlandii, Ayutthaya.

 

REALIZACJA

 

Bilety kupiłam 6 miesięcy przed wylotem, w promocji Qatar Airways (1600 zł/os z 2-godzinna przesiadką w Doha), podróż odbyliśmy od 15.02 do 4.03.2017. Po namierzeniu wysp, sanktuarium dla słoni i dżungli zaczęłam bardzo dokładnie planować trasę, która początkowo miała wyglądać nieco inaczej, tzn. miejsca te same, ale w innej kolejności. O ostatecznym kształcie zadecydowała dostępność noclegów w poszczególnych miejscach. Rezerwacji dokonywałam dwa miesiące przed wyjazdem (bardzo wcześnie jak na mnie) i w niektórych punktach nie było już wolnych miejsc w konkretnych dniach, więc zwróćcie na to uwagę przy Waszych rezerwacjach. Tak powstał plan podróży po Tajlandii.

 

1 DZIEŃ  – BANGKOK

 

Przylot do Bangkoku, transfer do hotelu Royal Princess Larn Luang , po krótkim odpoczynku spacer po okolicy w poszukiwaniu jedzenia, a trafiliśmy na jakieś święto i ciekawe przedstawienie. Słowo o hotelu- położony niedaleko Wat Saket (Złota Góra), blisko innych zabytków również, pokoje bardzo duże i wygodne, przyjemny basen i pyszne śniadania, ogromny wybór świeżych owoców i innych dań, nawet moje córki niejadki znalazły dla siebie dużo dobrego. Jedyny minus to brak fajnego jedzenia w pobliżu.

 

2 DZIEŃ – BANGKOK

 

Zwiedzanie Bangkoku: Świątynia Wat Pho (Leżącego Buddy), Lumpini Park (musieliśmy pojechać w okolice parku po bilety na pociąg, stąd taka kolejność),  popołudniowy rejs kanałami Thonburi i wieczorna wizyta na Khao San Road. Szczegółowa relacja tu .

 

 

3 DZIEŃ – BANGKOK

 

Dalsze zwiedzanie Bangkoku: Pałac Królewski (gorąco polecam wynajęcie lokalnego przewodnika, bez niego nie skorzystalibyśmy nawet w połowie z tego wspaniałego miejsca), przepłynięcie tramwajem wodnym w kierunku Pałacu Vimanmek (letni pałac), po drodze przejście przez lokalny targ, zwiedzanie Wat Arun i wieczorny spacer po Chinatown. Druga część relacji z Bangkoku tu. 

 

4 DZIEŃ – KANCHANABURI

 

Poranne zwiedzanie Wat Saket i przygoda z jedynym oszustem, na jakiego natknęliśmy się w Tajlandii, który pokazał nam Wat Indharavihan i jeszcze dwie mniej znane świątynie. Wpis z dokładnym opisem ww. zabytków, cen, lokalizacji i wrażeń jest tu i tu.

Następnie pojechaliśmy na dworzec Southern Bus Terminal by wsiąść w autobus do Kanchanaburi. Rozkład autobusów, miejsca odjazdów i aktualne ceny znajdziecie tu, Bilety kupiliśmy w autobusie. W Kanchanaburi taxi zawiozła nas do hotelu Kanchanaburi City Hotel, który gorąco polecam. Położony wprawdzie 5 km od dworca autobusowego, ale ok. 200 metrów od słynnego mostu na rzece Kwai, targowiska ze streetfoodem i najpyszniejszej restauracji w Tajlandii (ocena subiektywna) Kan Buri. Przytulne pokoje i basen, smaczne śniadania i rowery do dyspozycji gości. Wieczorny spacer po moście i zachód słońca nad rzeką był bardzo przyjemny.

 

 

5 DZIEŃ – ELEPHANT’S WORLD

 

Ok. 8.00 rano przyjeżdża po nas bus z Elephant’s World, gdzie spędzimy dzień. Wybraliśmy ten ośrodek dla słoni po starannej selekcji i przeczesaniu internetu, wrażliwi na krzywdę tych zwierząt. Na miejscu spędziliśmy wspaniały dzień ze słoniami, bez jeżdżenia, bez sztuczek, sznurów i jakiegokolwiek skrępowania słoni, za to przygotowując im posiłki, oglądając film o słoniach, karmiąc je, myjąc i obserwując ich zabawy w błocie czy poznając historie wielu z nich. Wizytę w Elephant’s World rezerwowałam przed przylotem do Tajlandii, przez ich stronę internetową. Tu znajdziecie szczegółowy opis wizyty z dużą ilością zdjęć.

 

 

Po powrocie z Elephant’s World poszliśmy na spacer po Kanchanaburi i do naszej ulubionej restauracji.

 

6 DZIEŃ – ERAWAN FALLS

 

O 8.00 rano przyjechała po nas zamówiona wcześniej taksówka, która zawiozła nas do Erawan Falls. Będąc w Kanchanaburi bardzo chciałam odwiedzić to miejsce, ale jazda autobusem, a raczej powrót z wodospadów nie był możliwy w taki sposób, by dotrzeć jeszcze na 18.00 do Bangkoku, skąd mieliśmy pojechać pociągiem na południe. Dlatego w naszym hotelu poprosiliśmy o ofertę takiej usługi, ponegocjowaliśmy  i rano czekał na nas samochód. Jeśli Wam się nie spieszy to można tanio dostać się autobusem do wodospadów i tak też wrócić do Kanchanaburi, ostatni autobus wraca stamtąd o godz. 17.00, tu znajdziecie wszystkie informacje jak się do parku dostać i jakie są aktualne ceny.  Same wodospady bardzo nam się podobały i spędziliśmy w nich ok. 5 godzin co było zdecydowanie za mało. Musicie mieć na uwadze, że w porze suchej wodospady nie są tak spektakularne, bo jest mniej wody, która w wielu miejscach po prostu wysycha.

 

 

Kierowca czekał na nas na parkingu, a potem ruszyliśmy w drogę do Bangkoku. Tam, na dworcu Hua Lamphong wsiedliśmy do pociągu do Trangu. Bilety można kupić przez stronę kolei i radzę zrobić to z wyprzedzeniem, bo nocne ekspresy w tym kierunku są raczej zapełnione w sezonie. Podróżowaliśmy w wagonach klasy II, bo zależało mi, żeby w wagonie nie było klimatyzacji (zawsze mnie przeziębia), tylko wiatrak. Najpierw zajęliśmy siedzenia, a gdy się ściemniło, obsługa pociągu rozkładała i ścieliła miejsca leżące. Było bardzo wygodnie i czysto. Dzieci nie mogą spać na górze, choć górne posłania są nieco węższe. Pociąg z Bangkoku do Trangu jedzie ok. 16 godzin, głównie w nocy i to też jest fajna przygoda. Dziewczynki zasłoniły się zasłonkami, odpaliły audiobooki, książki, tablety czy wyglądanie przez okno i podróż naprawdę spokojnie minęła. Gdy obudziliśmy się nad ranem to przeżyliśmy niemałe zaskoczenie, bo okazało się, że zostaliśmy w wagonie sami! Wszyscy wysiedli w Surat Thani, skąd rozjechali się na popularne wyspy. To mnie tylko utwierdziło o słuszności mojego wyboru 🙂

 

 

7 DZIEŃ – KOH NGAI

 

Ok. godz. 10.00 rano wysiedliśmy z pociągu w Trangu i od razu dopadła nas bardzo przedsiębiorcza właścicielka agencji turystycznej, u której załatwiliśmy transfer na pierwszą z wybranych wysp, czyli Koh Ngai. Przy okazji wykupiliśmy też transfer na kolejną wyspę i wzięliśmy od niej adres mailowy, który później bardzo się przydał. Podjechała po nas taksówka, wiekowa i ze zbiornikiem na gaz w bagażniku (to standard), więc nasze bagaże nie do końca się zmieściły i ruszyła do przystani. Jechaliśmy ok. 45 minut, było koszmarnie gorąco, a nasz kierowca udając, że zepsuła mu się klimatyzacja wyłączył ją, by oszczędzić na paliwie. Oczywiście otworzył okno, ale niewiele to dało i mało nie rozpłynęliśmy się. Najpierw próbowaliśmy być grzeczni i prosiliśmy kulturalnie o włączenie klimy, pan coś tam mieszał przy włączniku, ale bez sukcesu, ale gdy się już zirytowaliśmy i stanowczym tonem zażądaliśmy włączenia klimy, bez problemu to zrobił i tylko się śmiał ze swojego sprytu. Po tej emocjonującej jeździe dotarliśmy do przystani i okazało się, że nasz transfer nie będzie odbywać się promem, a prywatnym long tail boatem, co bardzo nam pasowało, bo od razu przesiedliśmy się do łodzi, zapakowano nasze bagaże i ruszyliśmy do raju.

 

 

Mowa oczywiście o Thanya Beach Resort, który gorąco polecamy! najlepsza lokalizacja na wyspie, pyszne śniadania, piękne bungalowy i pustki wokoło! Cisza, spokój, puste plaże, kilka osób na leżakach, świeże kokosy w lodówkach i smaczne jedzenie w restauracji. Wschód słońca na wyciągnięcie ręki. Bajka.

 

 

8 i 9 DZIEŃ – KOH NGAI

 

Pobyt w raju. Więcej przeczytacie i zobaczycie tu.

 

 

10 DZIEŃ – KOH KRADAN

 

Transfer na Koh Kradan. Do wyznaczonego miejsca podpłynął speed boat, wypełniony ludźmi z kolorowymi naklejkami na koszulkach oznaczającymi konkretne wyspy i porozwoził wszystkich po sąsiednich wyspach. Wysiedliśmy na Koh Kradan po ok. godzinie płynięcia, nie wiedząc dokładnie w którą stronę iść z bagażami, ale ktoś już na plaży był, zadzwonił do naszego resortu i zaraz przyszedł po nas ktoś z obsługi z wózkiem na bagaże. Podróżowanie po Tajlandii jest tak proste, że aż trudno w to uwierzyć. Można być zupełnie nieprzygotowanym, a i tak zawsze ktoś pokaże drogę, wsadzi do łodzi/pociągu, pokieruje i uśmiechnie się na koniec. Za to pokochałam ten kraj.

Na Koh Kradan zatrzymaliśmy się w The Reef Resort, który choć przyjemny, nie był tak cudowny jak Thanya, bo mniej kameralny. Jednak znów mieliśmy szczęście do plaży na wyłączność, ocienionej drzewami namorzynowymi, z widokami na pobliskie skały i wysepki.

 

 

 

11 DZIEŃ – KOH KRADAN

 

Błogie lenistwo, pływanie, spacery o wschodzie i zachodzie słońca, deszcz i tęcza, przejście na drugą stronę wyspy, kajaki itp. Żyć, nie umierać. Opis możliwości znajdziecie tu.

 

 

12 DZIEŃ – KHAO SOK

 

Do południa korzystamy jeszcze z uciech na wyspie, a po 12.00 wsiadamy do łodzi, która na nas czeka by zawieźć nas do przystani i tam przekazać kierowcy kolejnej taksówki, która zawiezie nas do Khao Sok. Taki transport załatwiliśmy będąc na wyspie, chcąc z niej wypłynąć o wybranej przez nas godzinie, a jednocześnie nie spędzić całego dnia w busach i na przesiadkach by dotrzeć do naszego celu. Zaoszczędziliśmy w ten sposób kilka godzin, a sama podróż kosztowała niewiele więcej niż tych kilka środków komunikacji razem wziętych. Transfer chciałam załatwić w hotelu, ale zaproponowana cena nam nie odpowiadała, więc napisałam maila do naszej przedsiębiorczej agentki z Trangu i ona wszystko zorganizowała. Tym razem zastrzegłam, że taxi nie ma być stara, ma być sprawna klimatyzacja i miejsce na bagaż, bo nie będziemy trzymać go na kolanach. W Tajlandii nie ma rzeczy niemożliwych 🙂 Po przypłynięciu do przystani, innej niż ta, z której popłynęliśmy na Koh Ngai, czekał na nas kierowca z kartką z moim nazwiskiem i dopiskiem „Welcome to Kao Sok”. Urocze 🙂 Oczywiście w samochodzie nie było wystarczająco miejsca na bagaż (butla gazowa), ale pan powiązał, pomocował i z lekko uchylonym bagażnikiem ruszyliśmy w drogę. Podróż zajęła nam ok. 3,5 godz., po drodze zaliczyliśmy mega ulewę, zobaczyliśmy kawałek nieturystycznej Tajlandii i dotarliśmy do prawdziwej dżungli. Wymarzony domek na drzewie znajdował się w Our Jungle House, miejscu, pod które ułożyliśmy plan. Ale było warto, miejsce jest niezwykłe. Położone głęboko w dżungli, wibrujące od życia i odgłosów przyrody, która wkrada się do domków. To doświadczenie, którego nie można pominąć. Pospacerowaliśmy po okolicy, zjedliśmy pyszne dania i zasnęliśmy z odgłosami dżungli w tle. Dokładny opis tu. 

 

 

13 DZIEŃ – CHEOW LAN LAKE

 

Pobudka o 8.00 rano, pyszne śniadanie, bagaże do przechowalni i spotykamy się z przewodnikiem, który zabierze nas nad Jezioro Cheow Lan.  Wraz z 2 parami wsiadamy do busa, po przejechaniu kilku kilometrów Grzegorz uświadamia sobie, że zostawił w recepcji torbę z naszymi rzeczami potrzebnymi nad jeziorem, ale to nie problem, kierowca dzwoni do recepcji i po chwili ktoś na skuterku przywozi zgubę. Ruszamy dalej, po drodze zatrzymujemy się na targu, gdzie kupujemy owoce i przekąski na wycieczkę. Po dotarciu do przystani wsiadamy do łodzi i płyniemy prawie 2 godziny wgłąb jeziora. Widoki zniewalają. Mijamy kilka innych łodzi, a potem już pusto, bo nasze domki są położone najdalej. Po dopłynięciu na miejsce dostajemy pyszny obiad, a potem płyniemy, wspinamy się na punkt widokowy, a wieczorem mamy safari. Nie będę spamować tu zdjęciami, bo wszystko pokazałam w osobnym wpisie.

 

 

14 DZIEŃ – KHAO SOK

 

Budzimy się przed wschodem słońca, jest magia. Potem poranne safari, obserwujemy małpy i inne żyjątka, potem śniadanie, pływanie w jeziorze, kajaki, obiad i powrót do rzeczywistości. I jeszcze pół dnia w domku na drzewie w Our Jungle House.

Noclegi i wycieczkę rezerwowałam z wyprzedzeniem, jest to wskazane, przede wszystkim noclegi. Wycieczka z noclegiem nad jeziorem powinna być zarezerwowana dzień wcześniej. Na jeziorze jest kilka kompleksów domków, nie będzie wyboru, do których traficie. A od położenia domków zależą też dalsze atrakcje, może być jeszcze spacer do wodospadu i przejście przez jaskinię. Punkt widokowy wydaje się najciekawszą opcją.

 

 

 

15 DZIEŃ – TRANSFER DO BANGKOKU

 

Ostatnie śniadanie w Our Jungle House i wracamy do Bangkoku. Tym razem samolotem (AirAsia) z lotniska w Surat Thani. Do lotniska docieramy łączoną taksówką, załatwianą w resorcie. Jeżdżą też busy i autobusy, w podobnej cenie, ale z resortu trzeba się do nich dostać. W naszym przypadku w recepcji wpisano nas na listę shared taxi, pani odwiozła nas na przystanek i bus odebrał. Prawda, że proste? Podwieziono nas pod samo lotnisko, a wieczorem byliśmy już w Bangkoku w tym samym hotelu co poprzednio.

 

16 DZIEŃ – AYUTTHAYA

 

Jedziemy do Ayutthaya, pociągiem z dworca Hua Lamphong. Najtańszą trzecią klasą, a jest atrakcją samą w sobie. Jednak pociąg jedzie bardzo wolno przez Bangkok, rozpędza się dopiero poza nim i w efekcie podróż zajmuje nam ze trzy godziny. Po dotarciu na miejsce widzimy tłum tuk tukarzy oferujących swoje usługi. Już wcześniej zdecydowaliśmy, że wynajmiemy tuk tuka, bo zabytki są zbyt oddalone od siebie, a na rowerze Pola jeździć jeszcze nie umie. Wcześniej szukałam w sieci ile powinien kosztować taki objazd po wybranych świątyniach, ale znalazłam tak różne dane, że w sumie nie wiedziałam. Dopadł nas jeden Taj, który zapytał za ile zgodzilibyśmy się pojechać z nim, powiedzieliśmy, że za 700 BHT (to była najrealniejsza cena za 4 osoby), zgodził się, ale musieliśmy ustawić się w kolejce do szefa. Szef natomiast zaśpiewał 1200 BHT, więc pokręciliśmy głowami i wyszliśmy z kolejki. No to znowu dopadł nas ten Taj, że 700 będzie OK, ale musimy znowu stanąć w kolejce. Tym razem szef łaskawie zgodził się na 700 BHT 🙂 A potem już pojechaliśmy gdzie chcieliśmy i było pięknie. I gorąco.

 

 

Osobny wpis o Ayutthaya w przygotowaniu.
A wieczorem pojechaliśmy Sky Trainem do Sukhumvit Soi 38 na pyszną, pożegnalną ucztę, spędzając jednocześnie wieczór w dzielnicy drapaczy chmur, reklam Diora na całej wysokości budynku i oglądając całkiem inne oblicze Bangkoku.

 

17 DZIEŃ – TALLING CHAN FLOATING MARKET W BANGKOKU

 

Dzień wylotu. Ale zanim wsiądziemy do samolotu, pojechaliśmy na pływający targ Taling Chan. Mały i zupełnie nieturystyczny w porównaniu ze słynnym Damnoen Saduak Floating Market. Miły klimat, smaczne jedzenie, umiarkowane ceny i zero turystów. Przyjemne zakończenie podróży. Ponieważ wylot mieliśmy po południu, planowaliśmy w drodze na lotnisko odwiedzić oceanarium, ale ostatecznie spędziliśmy ten czas w hotelowym basenie.

 

 

Kiedy jechać do Tajlandii?

Tajlandię najlepiej zwiedzać od połowy listopada do połowy marca, kiedy trwa tam okres „chłodny”. Upały trwają od połowy marca do połowy maja, a następnie do końca października trwa pora deszczowa.

 

A jak z dziećmi w Tajlandii?

Otóż bezproblemowo, niezależnie od wieku. Tajowie uwielbiają dzieci i chętnie pomagają. W sklepach można kupić wszystko dla maluchów, nie trzeba zabierać z domu. Starsze dzieci zaciekawione są egzotyką. Bo wszystko jest inne, nowe, pasjonujące. Każdy znajdzie dla siebie coś do jedzenia, z Lenką problemu nie było, ale Pola jest wybitnym niejadkiem i przez cały pobyt jadła suchy ryż i owoce. Przeżyła i nic jej nie było.  W sklepach 7/11 można kupić wszystko- pieluchy, słoiczki dla dzieci, spraye na komary itp.

 

Szczepienia

Warto zaszczepić się na WZW A i B, dur brzuszny, tężec i błonica. To szczepienia zalecane, nie ma obowiązkowych. My zaszczepiliśmy się tylko na WZW A i B, dzieci również. Na miejscu piliśmy wodę tylko butelkowaną i taką myliśmy zęby, nic nam nie było nawet przez chwilę. Na miejscu trzeba kupić środki przeciw komarom z zawartością deet powyżej 50 % (dla dzieci również) i/lub citronellę. Komary lekko nas dopadły w Bangkoku i w Khao Sok, na wyspach ich nie było, nad jeziorem też.

 

Walizka czy plecak?

Odwieczny dylemat, a odpowiedź prosta: co kto woli. Ja nie lubię plecaków ze względu na utrudniony dostęp do rzeczy na dnie, a walizki lubię za porządek i za to, że nie muszę ich nosić. W Tajlandii też nie musiałam, jeździły taksówkami, pociągami, a nawet płynęły łodzią, po królewsku 🙂  Po plaży i do łodzi niosła je obsługa resortu, a wszędzie indziej toczyły się za nami. Było wygodnie, im i nam 😉

 

 

Podsumowanie

 

Podróżowanie po Tajlandii jest łatwe. Wyjątkowo łatwe i bezproblemowe. Tajowie są pomocni i przyjaźni, nie są nachalni. Jeśli raz im odmówisz to nie będą za Tobą chodzić i bez końca proponować swoje usługi, naprawdę wystarczy delikatna odmowa. W Tajlandii jest czysto, co mnie mocno zaskoczyło. Standard hoteli, środków komunikacji jest bardzo dobry. Zróżnicowanie cen jest duże, można podróżować budżetowo i luksusowo, a także średnio, jak my. Każdy znajdzie coś dla siebie. Transport i transfery są droższe, zajmują też sporo czasu. Warto to uwzględnić w swoich planach. Opracowany przeze mnie plan sprawdził się w 100%. Tempo nie było ani wolne, ani za szybkie, nie zmęczyliśmy się, nie zaliczaliśmy kolejnych miejsc i mieliśmy czas by się nimi nacieszyć, ale i nie znudzić. Z wiekiem i doświadczeniem coraz bardziej stawiam na jakość, nie ilość. Taki plan podróży pozwolił nam na uniknięcie tłumów, a jak wielokrotnie podkreślałam, tłumofobia to moja największa choroba. Nie lubię i już. Żle się czuję i nawet najpiękniejsze miejsce straci swój urok, gdy ginę w tłumie. Udało nam się tego uniknąć. Sposób przemieszczania się był wygodny, choć pewnie droższy, ale za to wszystko przebiegło płynnie. Tajlandia to wymarzony kraj na pierwsze (i kolejne) egzotyczne wakacje na własną rękę, bo jest bardzo cywilizowana i cechuje ją wybitna łatwość podróżowania. Mam nadzieję, że nasz plan podróży okaże się przydatny.

 

Podobał Ci się ten wpis? Polub nasz profil na Facebooku.

 

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
JustynaSandra Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sandra
Gość
Sandra

Witam. A ile potrzeba na taką podróż pieniędzy z przelotem?