Mini kamperem dookoła Islandii – plan podróży i informacje praktyczne

Problem z podróżowaniem po Islandii jest taki, że jak już zaczniecie jechać to trudno się zatrzymać. Od wodospadu do kanionu, od lodowca do ciepłych źródeł, od gejzerów po czarne plaże i w ten oto sposób, nie wiadomo kiedy, robicie 2500 km w tydzień, a w sercu pozostaje wielki niedosyt. Bo w przypadku Islandii Matka Natura postarała się wyjątkowo. Krajobrazami można by obdzielić kilka krajów, a ich różnorodność przyprawia o zawrót głowy. Z drugiej strony sprawa jest o tyle łatwa, że na Islandii nie ma za wiele dróg, a przynajmniej tych dostępnych cały rok i dla każdego samochodu. Więc nie trzeba kombinować i dokonywać trudnych wyborów, wystarczy przejechać tzw. Ring Road, czyli drogą nr 1, która powiedzie Was do najwspanialszych miejsc na Islandii.

 

 

Ring Road

 

Ring Road to główna droga Islandii, oplatająca wyspę dookoła. Długa na 1332 km, w większości miejsc gładka asfaltowa, ale zdarzają się też fragmenty szutrowe. Moje wyobrażenie o tej drodze miało się nijak do rzeczywistości. Uznałam, że skoro to główna droga Islandii, to musi to być autostrada, pełna samochodów, dwupasmowa co najmniej, a do atrakcji trzeba będzie z niej zjeżdżać. Tymczasem Ring Road tylko w okolicach Golden Ring, czyli tzw. Złotego Kręgu, jest zatłoczona, jednak w miarę oddalania się od tego miejsca staje się pusta i coraz bardziej widokowa. Prowadzi przez pola lawy, pod olbrzymie wodospady, obok gejzerów, wulkanów, ku jęzorom lodowców, wzdłuż fiordów, obok gór i kanionów. Z daleka widać laguny lodowcowe czy inne cudowności. Czasem drogę zachodzą owce, tuż obok pasą się konie, falują pola łubinów. Mija odosobnione farmy, wspina się ponad chmury, wije się wśród pól geotermalnych. Dosłownie.

 

 

Do przejazdu tą trasą wystarczy zwykły samochód osobowy. Omija niestety Interior, czyli środek wyspy – górzysty, wulkaniczny, pełen rzek do przekroczenia i miejsc do odkrycia. Jednak by do nich dotrzeć, potrzebujecie samochodu z napędem 4×4. A to temat na kolejną wyprawę. Wierzcie mi jednak, jeśli dysponujecie tylko siedmioma dniami na wyspie, przejedźcie Ring Road, a wrażeń Wam nie zabraknie.

 

Jak podróżować po Islandii?

 

Zawsze i (prawie) wszędzie twierdzić będę, że samochodem. Daje nieporównywalną z niczym wolność i swobodę. W przypadku chęci przejechania dookoła wyspy, jest to w zasadzie jedyna sensowna opcja. Nieliczne autobusy kursują po Islandii, ale nie na tyle często by przejechać całą trasę. Łapanie stopa też może się nie powieść w mniej uczęszczanych fragmentach wyspy, a w zmiennych warunkach klimatycznych może być frustrujące. Zatem, bez wahania, wybierzcie samochód. Drogi na Islandii są bezpłatne, poza jednym płatnym tunelem w pobliżu miasta Akureyri.

 

 

Gdzie spać na Islandii

 

Baza noclegowa jest całkiem spora, dużo większa niż to wynika z popularnych portali rezerwacyjnych. Praktycznie wszędzie widzieliśmy znaki informujące o wolnych miejscach noclegowych, więc myślę, że nawet w sezonie można zaryzykować jazdę na żywioł. Ceny są zróżnicowane, dość jednak wysokie, ale to musicie ocenić sami.

 

Jeśli ktoś lubi spanie pod namiotem – proszę bardzo – campingów jest sporo, choć są odcinki, gdzie jest ich bardzo mało, ale można tak zaplanować trasę by nie musieć szukać miejsca do spania na dziko. Tyle się pisze, że na Islandii można rozbijać namiot wszędzie i bez ograniczeń, byle zachować rozsądną odległość od prywatnych posesji czy parków narodowych. Otóż nie jest to już aktualne. Odkąd na Islandię przybywa rocznie dwa miliony turystów, wzrasta też liczba zakazów i ograniczeń na wyspie. Od 2015 r. kampery i samochody z przyczepami nie mogą stawać na nocleg poza campingami. Jeśli chodzi o namioty rozkładane na jedną noc to ograniczenia są mniejsze:

  • można rozbić namiot wzdłuż dróg publicznych na obszarach zamieszkanych, o ile w sąsiedztwie nie ma campingu, a właściciel nieruchomości nie postawił znaku zakazu
  • na obszarach niezamieszkanych wzdłuż dróg publicznych można rozbić namiot na gruntach prywatnych lub państwowych
  • w praktyce wszędzie, gdzie to możliwe, stoją znaki zakazujące zatrzymywania się na noc
  • większość gruntów wzdłuż Ring Road to ogrodzone tereny prywatne, a wzdłuż drogi nie ma pobocza na wielu odcinkach, więc nie da się tam rozbić namiotu
  • duża część terenu to pola lawy, skały, na których również trudno znaleźć miejsce pod namiot
  • najwięcej, choć i tak niewiele, możliwości biwakowania widziałam na Fiordach Wschodnich, gdzie przy drodze znajduje się sporo zatoczek, na których można się zatrzymać głównie kamperami
  • warto mieć namiot przystosowany do silnego wiatru, wieczorami naprawdę potrafi dmuchnąć

Campingów jest sporo, o różnym standardzie, ale z reguły ładnie położone, porośnięte trawą. Raczej rzadko camping jest wyposażony w kuchnię. Prysznice czasem są płatne dodatkowo, choć my na żadnym campingu nie spotkaliśmy się z dodatkową opłatą. Opłata za noc na campingu liczona jest od osoby i wynosi średnio 1500 ISK (ok. 50 zł), poza campingami nad Jeziorem Myvatn, gdzie zapłaciliśmy za noc ok. 250 zł za 2 osoby.

 

 

Mini kamperem dookoła Islandii

 

Jest jeszcze inna opcja –  2 w 1 –  spanie w samochodzie. To jest rozwiązanie, którą wybraliśmy i które bardzo się sprawdziło, dlatego polecam z całego serca! Dzięki temu nie byliśmy związani noclegami, do których koniecznie musieliśmy dojechać. Jeśli gdzieś spędziliśmy więcej czasu to jechaliśmy dalej przed siebie, aż uznaliśmy, że pora spać. Spaliśmy na campingach, ale zawsze pozostawała opcja, że w razie gdy żadnego campingu w pobliżu nie będzie, zatrzymamy się w jakimś pięknym (i dozwolonym) miejscu. No i finansowo było to rozwiązanie pośrednie pomiędzy spaniem pod namiotem, na które akurat na Islandii nie miałam najmniejszej ochoty, a regularnym kamperem lub nocowaniem w hostelach/apartamentach czy domkach. Mini kamper, bo o nim mowa, to tak naprawdę niewielki samochód dostawczy, przerobiony na domek na kółkach. Swoją drogą, nigdzie indziej nie widzieliśmy tylu pomysłów na dostosowanie pojazdów do spania w nich. Cuda wianki na czterech kołach 🙂

 

Jakiego kampera wybrać

 

Najpopularniejszymi samochodami przerobionymi do spania są auta w stylu Dacii Dokker czy Renault Kangoo. Z tyłu samochodu znajduje się wygodny materac (140 cm x 180+20 cm), z poduszkami i śpiworami, zasłonkami z przodu i z tyłu, światełkiem. Nasz samochód miał również ogrzewanie, które przydało się pod koniec pobytu. Pod materacem schować można bagaże, a poza tym jest stolik, dwa krzesła, kuchenka gazowa, kanister z wodą, dwie skrzynki z naczyniami – talerze, miseczki, garnek, patelnia, sztućce, kubki, otwieracz do puszek, nóż, ścierka, gąbka i płyn do naczyń, zapasowy gaz. Nic więcej nie potrzeba. Wszystko czyste, pachnące i zadbane. Wystarczy zrobić zakupy spożywcze i można ruszać w drogę. To bardzo popularny sposób zwiedzania Islandii.

 

Przy wypożyczaniu mini kampera warto zwrócić uwagę na jego wyposażenie uwzględnione w cenie. Śpiwory, stoliki czy krzesła rzadko są w cenie, a najczęściej każda z tych rzeczy jest dodatkowo płatna. Czasem  trzeba dopłacić za tzw. camper kit nawet 100 Euro. Poza tym warto mieć ogrzewanie w samochodzie, bo w nocy nawet latem przydaje się. Szukajcie ofert bez limitu kilometrów, bo najczęściej taki występuje. No i gdyby był to diesel to zaoszczędzicie na paliwie. Spalanie mieliśmy bardzo niskie.

 

Wypożyczalni kamperów na Islandii jest mnóstwo, rynek kwitnie i stale się rozwija. Szukając sensownej oferty na wypożyczenie mini kampera przejrzeliśmy wiele stron. Najkorzystniejsza okazała się oferta firmy Northbound, która była jedynie pośrednikiem pomiędzy nami a lokalną wypożyczalnią. Finalnie auto wypożyczyła nam Ace Car Rental, u której można dokonywać rezerwacji również bezpośrednio, może będzie taniej. Na lotnisku czekał na nas przedstawiciel wypożyczalni, zawiózł nas do biura, szybko podpisaliśmy umowy i wydał nam samochody. Na miejscu można pożyczyć mapy i przewodniki. Skorzystaliśmy z opcji pełnego ubezpieczenia, bez limitu kilometrów. Samochód sprawował się doskonale, miał ogrzewanie (przydaje się nawet latem), był wygodny i przejechaliśmy nim kawał trasy po szutrach. Koszt tygodniowego najmu wyniósł ok. 3900 zł z pełnym ubezpieczeniem. Na karcie nie zablokowano nam ani złotówki.

 

 

Wypożyczenie samochodu na Islandii

 

Wybór wypożyczalni oferujących wszelakiej maści pojazdy do zwiedzania Islandii jest duży, jednak jeśli zależy Wam na kamperach czy mini kamperach, lepiej zarezerwować je szybciej. Nie warto  oszczędzać na ubezpieczeniu samochodu, bo koszty ewentualnych napraw przyćmią radość z podróży. Zdecydowana większość wypożyczalni pracuje do godz. 18.00, co stanowi problem, gdy przylatujecie na Islandię później. W takiej sytuacji trzeba przenocować w Keflaviku lub Reykyaviku, by dopiero rano odebrać samochód, Wypożyczalnia, z której usług skorzystaliśmy, podstawia samochody na lotnisko o dowolnej godzinie, co bardzo nam było na rękę. Zwrot również jest bezproblemowy, nikt specjalnie nie ogląda aut, co jest wyjątkiem jeśli chodzi o islandzkie standardy.

 

Na ogół standardowa cena wypożyczenia samochodu zawiera 3 ubezpieczenia:

  • Personal Accident Insurance (PAI) – ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków (NNW)
  • third party liability insurance –  ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej (OC)
  • collision damage waiver (CDW) – ubezpieczenie pojazdu od uszkodzeń (forma Autocasco) – ubezpieczenie obejmujące uszkodzenia powstałe w wyniku wypadku, z ograniczeniem odpowiedzialności do konkretnej kwoty

Dodatkowo można wykupić  ubezpieczenia:

  • Super collision damage waiver (SCDW) – ubezpieczenie, które całkowicie znosi odpowiedzialność za uszkodzenie samochodu lub pomniejsza kwotę odpowiedzialności za uszkodzenie samochodu
  • Gravel protection (GP) – bardzo potrzebne ubezpieczenie na Islandii, a jakoś często lekceważone – redukuje lub eliminuje odpowiedzialność finansową za uszkodzenie samochodu (w tym szyby) w wyniku uderzenia żwirem lub kamieniami; szczególnie przydatne podczas jazdy w Interiorze, ale nie tylko – nawet na asfaltowych drogach znajduje się luźno rozrzucony żwir i kamienie wyskakujące spod kół mijanych aut, nie wspominając o tym, że część Ring Road jest szutrowa, a dojazdy do wielu atrakcji także – gorąco polecam ubezpieczenie w tym zakresie
  • Sand and ash protection (SAAP) – ubezpieczenie pomniejsza kwotę odpowiedzialności za uszkodzenie samochodu w wyniku burzy piaskowej;  przydaje się tylko podczas przejazdów na południu Islandii i w okresie wiosennym lub jesiennym – wówczas zdarzają się tam burze piaskowe, a samochody znajdujące się na drodze takiej burzy, ulegają poważnym zarysowaniom
  • jest jeszcze Theft protection (TP) – ubezpieczenie od kradzieży auta, ale w przypadku Islandii raczej zbędne
  • i Tyre protection – ubezpieczenie opon

 

 

Islandia w tydzień – plan podróży

 

Tydzień to mało, by zobaczyć dokładnie choćby atrakcje przy Ring Road, nie mówiąc już o penetracji Interioru, ale wystarczająco by Ring Road przejechać i zobaczyć swobodnie największe atrakcje trasy plus kilka dodatkowych.

1 dzień – przylot i przejazd do Þingvellir

 

Do Keflaviku przylecieliśmy ok. 19.00, odebraliśmy na lotnisku samochód i zrobiliśmy zakupy spożywcze. Najtańsza sieć supermarketów nazywa się Bonus, jednak w Keflaviku Bonus jest czynny do godz. 19.00, więc pozostały nam zakupy w Netto. W Bonusie rzeczywiście można dostać najtańsze podstawowe produkty typu makarony, sosy, puszki, zupki chińskie, jednak pieczywo jest podłe. W Netto ceny są trochę wyższe, ale asortyment smaczniejszy. Na Islandii nie trzeba kupować wody, można kupić jedną butelkę by ją później napełniać w każdym możliwym miejscu. Woda jest bardzo czysta i zdatna do picia  wszędzie.

 

Po zrobieniu zakupów pojechaliśmy zobaczyć Blue Lagoon, położonej ok. 25 km od lotniska. Tak jak się spodziewałam, miejsce nie zrobiło na nas wielkiego wrażenia, a cena biletów dosłownie zabiła. Dużo jestem w stanie wydać na atrakcję, np. bilet wstępu do Petry, lot balonem w Kapadocji czy wyprawę do dżungli w Tajlandii, ale 89 Euro/osobę za godzinę pobytu w ciepłej wodzie już niekoniecznie. Miejsce jest zatłoczone, bo wymieniane w czołówce atrakcji Islandii i blisko lotniska. Postanowiliśmy skorzystać z kąpieli w podobnych basenach nad Jeziorem Myvatn. Jeśli jednak mielibyście ochotę wejść do Blue Lagoon  to warto kupić bilet online z kilkudniowym wyprzedzeniem (w sezonie), bo już na 2 dni wcześniej były wykupione. Jednak na miejscu okazało się, że i tak bilety można kupić w kasie, odrobinę drożej niż online. Wejście kupuje się na określoną godzinę, w basenach można zostać 2 godziny. Gwarantuję, że po godzinie będzie Wam zbyt gorąco i słabo, by zostać w wodzie dłużej. Ponieważ jednak nie zostaliśmy w Blue Lagoon to pojechaliśmy w kierunku kolejnego celu, czyli Þingvellir. Tam zatrzymaliśmy się na noc na campingu.

 

2 dzień

Trasa: Złoty Trójkąt: Þingvellir, Geysir i wodospad Gulfoss, krater Kerid, wodospady Seljalandsfoss i Gljúfurárfoss, przejazd do wodospadu Skogafoss

Po leniwym śniadaniu na świeżym powietrzu, w pięknym słońcu, którego nie spodziewaliśmy się na Islandii, ruszyliśmy zobaczyć najpopularniejsze miejsca na wyspie, czyli tzw. Złoty Trójkąt. Niestety jest tam bardzo tłoczno, podjeżdżają całe autokary turystów, a same atrakcje nie powalają w porównaniu z tym, co widzieliśmy później. Największe wrażenie zrobił na mnie Gulfoss, potężne masy wody spływające w dół wąwozu i nawet dzikie tłumy mi tu nie przeszkadzały. W kraterze Kerid była garstka ludzi, ale tu wstęp płatny, wyjątkowo, ok. 20 zł.  Późnym popołudniem dotarliśmy do wodospadu Seljalandsfoss, który widać już z drogi. Jeden z moich ulubionych wodospadów na Islandii, również dlatego, że można przejść za wodospadem wąską ścieżką. Około 300 metrów dalej znajduje się kolejny świetny wodospad Gljúfurárfoss, ukryty w jaskini. Do jaskini wchodzi się wąską szczeliną, po kamieniach. Zdecydowanie warto 🙂 Spędziliśmy tam sporo czasu, a następnie pojechaliśmy na camping pod wodospadem Skogafoss. Camping ten nie podobał nam się, był bardzo zatłoczony, a dla takich samochodów jak nasz nie było sensownego miejsca do zatrzymania się, dlatego stanęliśmy na trawie poza granicami campingu, płacąc jednak normalną opłatę. Przy wodospadzie Seljalandsfoss był ślicznie położony i pusty camping i bardzo żałowaliśmy, że nie zatrzymaliśmy się właśnie tam. Łącznie tego dnia przejechaliśmy 240 km.

 

 

3 dzień

Wodospad Skogafoss, czoło lodowca Sólheimajökull, płaskowyż Dyrhólaey, plaża Reynisfjara, plaża Vikurfjara, kanion Fjadrargljufur, czoło lodowca Svinafellsjökull

 

Rano już nie obudziło nas słońce, zrobiło się szaro, ale nie padało. O 8.00 rano pod wodospadem Skogafoss było jeszcze pusto, więc bez problemu zrobiliśmy kilka zdjęć. Po śniadaniu weszliśmy na punkt widokowy nad wodospadem i przeszliśmy kilkaset metrów szlakiem w kierunku Porsmork. Jest to piękny, zielony szlak, którym warto przejść, gdy ma się więcej czasu. My z żalem zawróciliśmy i pojechaliśmy w kierunku lodowca Sólheimajökull.  Kolejnym punktem planu był płaskowyż Dyrhoaley, z którego rozpościera się wspaniały widok na czarną plażę i lodowiec. Można tam spotkać maskonury, jednak z daleka.  Na sam punkt widokowy można wjechać samochodem i choć droga jest szutrowa, to nie sprawia problemów. Gdy już nasyciliśmy oczy widokami z Dyrhoaley, pojechaliśmy zobaczyć najsłynniejszą plażę Islandii, czyli Reynisfjarę. Niestety, plaża bardzo mnie rozczarowała, bo była koszmarnie zatłoczona i trudno było dostrzec jej piękno pod setkami turystów. Dość szybko się ewakuowaliśmy z plaży i pojechaliśmy do Vik, zobaczyć plażę po drugiej stronie klifu. Tam byliśmy sami, a widoki równie piękne. Po obiedzie ruszyliśmy dalej. Trasa wiodła tuż obok niezwykłych pól lawowych porośniętych mchem, widok kosmiczny. Kolejnym celem był kanion Fjadrargljufur, do niedawna zamknięty na skutek najazdu, jaki przeżył po teledysku Justina Biebera, w którym wystąpił. Zbudowano tam platformę widokową, ogrodzono brzegi kanionu i ponownie otworzono dla turystyki. Miejsce absolutnie przepiękne, położone pośrodku oceanu zieloności. Do kanionu nie można wchodzić, można podziwiać go tylko z góry. Dalej droga powiodła nas ku lodowcom, których widok towarzyszył nam przez długą część trasy. Zanim stanęliśmy na campingu, postanowiliśmy skorzystać jeszcze z długiego dnia i zjechaliśmy na potwornie nierówną szutrową drogę do lodowca Svinafellsjokul.  Naszym oczom ukazała się pierwsza laguna lodowcowa i czoło lodowca. Słyszeliśmy odgłosy cielenia się lodowca i byliśmy tam sami. Noc spędziliśmy na campingu Svinafell, przyjemnym, z ciepłymi prysznicami w cenie. Łącznie przejechaliśmy 220 km.

 

 

 

4 dzień

Jęzor lodowca Skaftafellsjökull, wodospad Svarifoss, kościółek Hofskirkja, laguny lodowcowe Fjallsárlón i Jökulsárlón, diamentowa plaża, Stokksnes

 

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od podejścia pod jęzor lodowca Skaftafellsjökull, trasa zajmuje ok. 40 minut. Widoki niezłe, choć przy lepszej widoczności na pewno ładniejsze. Później poszliśmy szlakiem do wodospadu Svarifoss. W drodze do krainy lodowców zatrzymaliśmy się przy malutkim kościółku Hofskirkja, z dachem porośniętym trawą i mchem.  Gdy dotarliśmy do lagun lodowcowych, oniemieliśmy z zachwytu. Krajobraz nie z tej ziemi. Turystów sporo, ale nie przeszkadzali, bo trudno oderwać wzrok od wielkich lodowych tafli lodu płynących w kierunku morza. Spędziliśmy tam sporo czasu, widzieliśmy foki i przepiękną czarną plażę, na którą morze wyrzuciło bryły lodu niczym diamenty. Następnie pojechaliśmy na plażę Stokksnes na półwyspie Vestrahorn. Planowaliśmy dotrzeć na camping w Seydisfjordur, ale tam nie dojechaliśmy, bo droga przez Fiordy Wschodnie była długa i kręta i nocka nas zastała. Zatrzymaliśmy się na campingu gdzieś po drodze, ok. 80 km od Seydisfjordur. Łącznie przejechaliśmy ok. 350 km.

 

 

5 dzień

Seydisfjordur, Borgarfjörður eystri, kanion Stuðlagil, przejazd nad Jezioro Myvatn, pola geotermalne Hverir

 

To był dzień pełen wrażeń. Po krótkim spacerze po miasteczku Seydisfjordur, odbiliśmy nieco z naszej trasy by zobaczyć maskonury. Nie byliśmy pewni czy już nie odleciały, ale chęć zobaczenia ich z bliska była tak silna, że zaryzykowaliśmy przejazd 100 km częściowo szutrową drogą prowadzącą na koniec świata, by dotrzeć do Borgarfjörður eystri. Trasa była przepiękna, a maskonury czekały na nas i były na wyciągnięcie ręki. Po ponad godzinie obserwacji ruszyliśmy w drogę powrotną, by dotrzeć do niezwykłego, wciąż nieodkrytego bazaltowego kanionu Stuðlagil. Przepiękne i puste miejsce, które podziwialiśmy tylko z góry, bo zejście na sam dół wymagało kilku godzin. Wieczorem dotarliśmy do Hverir, tajemniczego, bulgoczącego i pachnącego siarką pola geotermalnego. Noc spędziliśmy na campingu nad Jeziorem Myvatn. Campingi są tu 4, ale wszystkie mocno zatłoczone i dwukrotnie droższe niż w innych częściach Islandii. Tego dnia przejechaliśmy 341 km.

 

 

6 dzień

Wulkan Hverfell, obszar wulkaniczny Krafla, krater Viti, Myvatn Nature Baths, wodospady Dettifoss, Selfoss i Hafragilsfoss

Pół dnia spędziliśmy spacerując u wrót piekieł, po zastygłej lawie i dymiących, bulgoczących błotnych jeziorkach. Weszliśmy też do krateru wulkanu Hverfell, ale gęste chmury zasłoniły widoki. Zajrzeliśmy do krateru Viti, a następnie zrelaksowaliśmy się w Myvatn Baths. To baseny termalne podobne do Blue Lagoon, ale znacznie tańsze i mniej popularne. Wstęp kosztuje ok. 170 zł za osobę, pobyt nieograniczony czasowo. Bardzo mi się tam podobało, woda od ciepłej po gorącą, a kąpiel to sama przyjemność. Po relaksie pojechaliśmy nad trzy położone obok siebie wodospady: Detifoss, Selfoss i Hafragilsfoss. Do największego Detifoss można dojechać od wschodniej i zachodniej strony, obie dzieli od siebie 60 km. Wybraliśmy stronę wschodnią, z powodu lepszego widoku na Detifoss i Selfoss. Dojazd to 50 km szutrowej drogi, strona zachodnia jest łatwiej dostępna.  Noc spędziliśmy na campingu przy trasie na Akureyri. Łącznie przejechaliśmy ok. 210 km.

 

 

 

7 dzień

Wodospad Godafoss, muzeum domków torfowych Glaumbar, przejazd na półwysep Snaefellsnes, góra Kirkjufell, Ondverdarnes i latarnia morska Svortuloft

 

Dzień rozpoczęliśmy od wodospadu Godafoss, ale po kilkunastu wodospadach, które widzieliśmy w ciągu ostatnich dni, ten nie zrobił już wielkiego wrażenia. Jadąc do Akureyri, ominęliśmy płatny podwodny tunel Hvalfjördur. Warto nadrobić kilkanaście kilometrów, bo trasa jest przepiękna. Na chwilę odbiliśmy z „Jedynki” by pospacerować wokół domków torfowych Glaumbar. Jeden z domków można zwiedzać w środku za drobną opłatą, ale akurat weszła tam wycieczka, a domek jest malutki, więc odpuściliśmy. Malownicza trasa poprowadziła nas na półwysep Snaefellsnes, nazywany Islandią w pigułce. Wieczorem odwiedziliśmy górę Kirkjufell i podziwiając cudne krajobrazy, dotarliśmy do latarni Svortuloft na czarnych klifach Ondverdarnes . Przenocowaliśmy na campingu Hellisandur w pobliżu klifów. To był dzień z długim przejazdem, ok. 480 km.

 

 

8 dzień

Zwiedzanie półwyspu Snaefellsnes: czarna plaża Djupalonssandur, Londrangar, Arnarstapi, czarny kościół Budir, dojazd do Keflaviku

 

Ostatnie pół dnia poświęciliśmy na podziwianie krajobrazów półwyspu, które ukazały nam się w pełnym słońcu. Spacerowaliśmy po czarnych plażach, podziwialiśmy ciekawe formacje skalne i czarny kościółek Budir. Niespiesznie, rozkoszując się słońcem, łapaliśmy ostatnie chwile pobytu na Islandii. Odstawiliśmy samochód pod wskazany adres i zostaliśmy zawiezieni na lotnisko.

 

 

Tydzień spędzony na Islandii był bardzo intensywny, ale pełen wrażeń i niezwykłych krajobrazów. W wielu miejscach chcielibyśmy zatrzymać się na dłużej, wjechać w Interior, pójść na kilka trekkingów, ale w tydzień nie da się tego zrobić. Dodatkowo, po przejechaniu kilkuset kilometrów, powrót możliwy jest tylko tą samą drogą, więc lepiej jechać dalej, dookoła wyspy i chłonąć to, co za oknem. W wielu miejscach zatrzymywaliśmy się by podziwiać samą drogę, ale doba się nie rozciąga, po pewnym czasie pozostawało tylko podziwianie krajobrazów przez okno samochodu. Podobnie było w Szkocji podczas przejazdu North Coast 500 czy w Norwegii, ale taki urok road tripów w pięknych okolicznościach przyrody. Łącznie przejechaliśmy 2500 km.

 

Kiedy jechać na Islandię?

 

To jedno z niewielu miejsc na świecie, co do których odpowiem: w sezonie, czyli w lipcu i sierpniu. Tylko w tym czasie będziecie mieli gwarancję dostępności wszystkich dróg. Drogi w Interiorze otwierane są pod koniec czerwca przy sprzyjających warunkach pogodowych i zamykane pod koniec sierpnia. Jeśli planujecie pojechać dookoła Islandii, jak my, to jeszcze czerwiec i pierwsza połowa października może być w porządku. To jest okres, gdy pogoda na wyspie jest najstabilniejsza. W maju br. wystąpiły takie opady śniegu, że uniemożliwiły turystom dotarcie na lotnisko na czas. Musicie wziąć to pod uwagę. Nasza podróż przypadła na pierwszy tydzień sierpnia, pogoda bardzo nam się udała. Ani razu nie padał deszcz (ani śnieg :)), mieliśmy kilka słonecznych dni i ze dwa pochmurne, gdy szczyty gór odcięte były równą kreską chmur. Było ciepło, zwłaszcza w słońcu, choć wieczorami wiał silny wiatr i nawet ja, która w Polsce nawet w największe mrozy nie noszę czapki, na Islandii naciągałam ją na głowę.  Jest jeden powód, dla którego pojechałabym na Islandię nieco wcześniej, w czerwcu lub  lipcu – łubiny. W sierpniu już ich nie było, przekwitły, ale widzieliśmy ile miejsca zajmują na Islandii i wiem, że widoku pól kwitnących łubinów nie można zapomnieć. Jeśli zależy Wam na oglądaniu maskonurów to przebywają na wyspie maksymalnie do połowy sierpnia, potem odlatują.

 

Ile kosztuje tydzień na Islandii?

 

Zwykle nie piszę na blogu o kosztach podróży, bo uważam, że to kwestia bardzo indywidualna, będąca wypadkową standardu podróży, pory wyjazdu, ilości osób i wymagań, jednak Islandię długo odkładałam na bok właśnie ze względu na spodziewane wysokie koszty. W efekcie wyjazd da się ogarnąć na przyzwoitym poziomie cenowym bez konieczności spania pod namiotem i łapania stopa. W tej opcji wyjdzie najtaniej, ale my takiej nie chcieliśmy. Poniżej zestawienie podstawowych wydatków:

 

  • bilety lotnicze liniami Wizzair z Wrocławia – 1200 zł za 2 osoby, z małymi walizkami (bez walizek ok. 500 zł taniej)
  • najem mini kampera na prawie 8 dni z pełnym ubezpieczeniem – 3900 zł
  • noc na campingu średnio 100 zł za 2 osoby, nad Jez. Myvatn 250 zł za noc
  • paliwo ok. 1000 zł (diesel)
  • wejście do Myvatn Baths ok. 170 zł/os.
  • drogi i atrakcje naturalne bezpłatne
  • pyszne fish & chips ok. 80 zł
  • zupy z dolewką ok. 80 zł

Jak wspominałam wyżej, najtańsze jedzenie kupicie w Bonusie, my jednak woleliśmy Netto. Śniadania i kolacje i część obiadów gotowaliśmy sobie sami, jednak kilka razy byliśmy w restauracji lub kupowaliśmy pyszną smażoną rybę z frytkami w budkach serwujących tylko ten przysmak. Ryba wszędzie jest świeża i naprawdę smaczna. W wielu restauracjach w porze lunchu można było kupić zupę rybną z nielimitowaną dolewką, pieczywem i kawą/herbatą w cenie. Zupa przepyszna, pieczywo z masłem ziołowym i dodatki do zupy w postaci smażonych pieczarek z orzechami czy pesto do dziś powodują ślinotok 🙂 Zdradzę Wam, gdzie jedliśmy to cudo we wpisie o maskonurach. W innej restauracji nad Jeziorem Myvatn, w cenie jednej zupy można było dostać aż trzy różne, także z dolewką, a do tego wulkaniczny chleb. Warto szukać takich okazji, bo posiłki są naprawdę pyszne i można się najeść do syta. Płatności w całej Islandii są bezgotówkowe, nie potrzebujecie gotówki na nic – może drobne do prysznica na campingach, ale nie sprawdziliśmy tego.

 

Islandia z dzieckiem

Jak już zapewne domyśliliście się, na Islandii byliśmy bez dzieci. Wyjątkowo, bo dziewczynki w tym czasie wypoczywały w górach z dziadkami, ale też było to działanie zamierzone. Uznaliśmy, że zaplanowane tempo podróży i ilość miejsc do zobaczenia będzie dla nich zbyt duża i niekoniecznie ciekawa. Choć uwielbiają nowe miejsca i piękne krajobrazy, to jednak gdy wieje i pada (z tym się liczyliśmy), gdy nie śpimy w apartamentach, a korzystanie z toalet na campingach jest utrudnione, mogą nie być do końca zadowolone. Pomimo tego, że mała Lenka była z nami dwa tygodnie pod namiotem w Norwegii i  była niesamowicie zadowolona, a obie dziewczynki rok temu na podobnym wyjeździe na Lofotach. Tym razem, dla własnego spokoju i wygody w trudniejszych niż zwykle warunkach, chcieliśmy jechać sami. Widzieliśmy rodziny z dziećmi, wszystko da się zorganizować, ale my woleliśmy zostawić je w domu ten jeden raz. W końcu, jak by pewnie powiedziała Pola, co za dużo wodospadów to niezdrowo 🙂

 

Mam nadzieję, że tym wpisem zachęciłam Was do zorganizowania wyjazdu na Islandię. W kolejnych pokażę Wam najpiękniejsze z odwiedzonych przez nas miejsc.

 

Jeśli podobał Ci się wpis i chciałbyś/chciałabyś śledzić nasze podróże, zapraszam do polubienia naszego profilu na Facebooku i Instagramie.

 

10
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
5 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
BeataAgnieszkaPaulina DWeronikaJustyna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Beata
Gość
Beata

Bardzo fajna relacja z mojej ukochanej Islandii, pomoże mi planowac kolejne wizyty na wyspie 🙂 Pozdrawiam i zaczynam zaczytywać się w kolejnych Waszych opowieściach 🙂

Agnieszka
Gość
Agnieszka

CZeść 🙂
mam małe pytanko, w podsumowaniu wydatków napisałaś:
pyszne fish & chips ok. 80 zł
zupy z dolewką ok. 80 zł
czy 80 złotych za zupę to koszt jednorazowy? tzn czy to jest koszt na jeden obiad dla 1 osoby? Czy może tyle w sumie na cały wyjazd tyle wydaliście 🙂 ?
ile w sumie wydaliście na jedzonko (razem z zakupami spożywczymi bo jak wspominałaś- często gotowaliście sami) ?
Z góry dziękuję za odpowiedź
Pozdrawiam, Aga

Paulina D
Gość
Paulina D

Bardzo dobrze napisany artykuł. Wszystko zwięźle i na temat, a do tego jak zachęca do podróży.. Niesamowite! Mam nadzieję, że mi również uda się zorganizować takową podróż w przyszłości, bo Islandia to jest coś co warto zobaczyć w swoim życiu 🙂 Super, że udało się Państwu zwiedzić TEN kawałek świata.
Polecam Pani zapoznać się z książką pt. ,,Wyspa” Sigríður Hagalín Björnsdóttir, jest to też coś dla freaka na punkcie takich rzeczy.
Pozdrawiam 🙂

Weronika
Gość
Weronika

Piękna relacja z podróży 😍 taka podróż moje marzenie. 👍😍

Alicja Błysk
Gość

Piękne widoki! Podróżować po świecie kamperem to moje marzenie 😉