Paralotnią nad Oludeniz, czyli sen o lataniu

Październik 26, 2017

Kategorie: Dalej , Turcja

Lot paralotnią nigdy nie był moim szczególnym marzeniem. Lubię przestrzeń, wysokość i wiatr we włosach, uważam też, że świat najpiękniej wygląda z góry, ale okazji do takiego lotu nie szukałam. Za to okazja znalazła mnie. A dokładnie na plaży w Oludeniz, gdzie odpoczywaliśmy po kilkunastodniowym eksplorowaniu przepięknej Turcji. Swoją drogą, podróż po Turcji była jedną z najwspanialszych w naszym podróżniczym dorobku. Z przyjaciółmi jednym samochodem, na własną rękę, bez wcześniejszych rezerwacji, ale z planem co na pewno chcemy zobaczyć. Opiszę ją na pewno w kilku kolejnych wpisach, bo zdecydowanie zasługuje na odkrycie. Wracając jednak do plaży w Oludeniz to zaczepili nas instruktorzy, którzy takie loty w tandemie uprawiali i zaoferowali lot jeszcze tego samego dnia. Ponieważ byliśmy tam w maju, czyli przed sezonem, cena była śmiesznie niska, klientów niewielu, a panowie kusili to stwierdziliśmy, że właściwie dlaczego nie? A że byliśmy tam z dziećmi – Lenka miała wówczas 4 lata a Zuzia 5 lat- to uznaliśmy, że polecimy nie parami a „płciami”, czyli ja z Agą, a Grzegorz z Marcinem. Na wypadek gdyby jednak coś poszło nie tak 😉 Mnie zależało na locie po południu, jakoś podskórnie czułam, że wtedy widoki muszą być najpiękniejsze, nasi mężowie zdecydowali się na lot poranny. Niewiele się zastanawiając, poszłyśmy do hotelu przebrać się. Wskazane są długie spodnie (przynajmniej w maju), zapinane buty i właściwie tyle.  Ja oczywiście zapakowałam aparat, Aga zresztą też, i poszłyśmy w umówione miejsce tuż przy plaży. Po drodze trochę zwątpiłyśmy czy to aby na pewno dobra decyzja, bo przecież nie sprawdziłyśmy co to za firma, jakie ma opinie i na czym właściwie polega taki lot, ale widząc grupkę 6-8 osób czekających na lot z tym samym organizatorem, uspokoiłyśmy się. Swoją drogą teraz można w internecie sprawdzić wszystko, kilka lat temu jeszcze nie, więc trochę jesteśmy usprawiedliwione. Następnie zostaliśmy zapakowani (dosłownie) do  jakiegoś rozklekotanego vana i powiezieni na górę, z której startują loty. Przejażdżka po wertepach trwała ok. 45 minut. Na miejscu, gdy zobaczyłyśmy miejsce startu, trochę nam nogi zmiękły. Nie na tyle jednak, by się wycofać, ale adrenalina skoczyła 🙂 Każdemu z nas przydzielono instruktora i pilota w jednym, zostaliśmy pouczeni jak się zachowywać i zapięci w uprząż. Skrzydło paralotni zostaje położone,  linki rozprostowane, a sprzęt dokładnie sprawdzony. Dostajemy kaski na głowę. Umawiamy się z Agą, że będziemy sobie nawzajem robić zdjęcia. Jednocześnie obserwujemy startujące przed nami pary .

Dwie pierwsze fotografie autorstwa Agi

Po przygotowaniu sprzętu przychodzi pora na nas. Ja startuję pierwsza, Aga za mną. Słyszę od instruktora, że musimy podbiec kilka kroków w dół w stronę przepaści aż skrzydło złapie powietrze i wtedy uniesiemy się do góry. Gdy już tak stoję blisko krawędzi nad przepaścią to oprócz ekscytacji czuję też lekki strach. Loty odbywają się z góry Babadağ (1969 m n.p.m.) . Gdy są dobre prądy wznoszące to paralotnia leci mocno do góry, nawet do wysokości 3 000 m n.p.m. Miejsce startowe wygląda tak

 

Na sygnał instruktora biegniemy… i po chwili czuję, że lecimy. Wszystko odbywa się tak szybko, że nie ma czasu na panikę. Jestem w powietrzu 🙂

fot. Aga

Zaczynam podziwiać pierwsze widoki. Góry spowite mgłą, w dole morze, zatoczki, laguna, a instruktor obraca paralotnię i  pokazuje mi miejsce, z którego wystartowaliśmy.

 

Gdzieś obok pojawia się Aga na swojej paralotni. Przez cały lot nasi instruktorzy krążą koło siebie wiedząc, że przyjechałyśmy razem. Widzę więc Agę obok, czasem nad sobą i pod sobą. Słońce jest już dość nisko, więc widoki na Błękitną Lagunę oszałamiają! Powietrze przesycone jest parującą z morza wodą, a nad laguną są bardzo sprzyjające prądy wznoszące. Lecimy więc i w górę i w dół. Jest ciepło, przyjemnie, siedzi się wygodnie i nic tylko chłonąć.

 

Podczas lotu jestem odprężona i tak zachwycona tym co przeżywam i co widzę, że trudno to nawet opisać. Niesamowita lekkość,  wolność i wielka radość.

 

Pokazuję Adze na migi, żeby zrobiła mi zdjęcie. I co się okazuje? Aga leci z zamkniętymi oczami i nie podziela moich uczuć. W dodatku trafił jej się instruktor, który ma kamerkę i robi jej zdjęcia podczas lotu, co chwilę każąc jej się odwracać w różnych dziwnych kierunkach, patrzeć i uśmiechać się. Nie dość, że później te zdjęcia i filmik kosztują więcej niż sam lot, to w mojej ocenie zwyczajnie przeszkadzają w odbiorze lotu. Ja wolę patrzeć w dół i fotografować to co widzę, a nie być obiektem do fotografowania bo  nie można się skupić na tym, co najważniejsze. Aga drżącymi rękoma robi mi kilka zdjęć. Oglądając je uświadamiam sobie, że po starcie instruktor kazał mi zdjąć kask. Nakładamy je z powrotem przed lądowaniem. W sumie fajnie, na górze nie są do niczego potrzebne, a przynajmniej czuć wiatr we włosach.

fot. Aga

 

Nasi instruktorzy, zapewne jak wszyscy pozostali, postanawiają sprawdzić naszą wytrzymałość i kręcą młynki. Kręcimy się wokół własnej osi, w powietrzu, tak szybko, że aż siła prawie wyrywa mi aparat z rąk i wtedy zaczynam krzyczeć, żeby przestał. Zabawne to było, ale żołądek czuję w gardle.  Słyszałam później, że taki korkociąg ma też na celu obniżenie lotu.  Lecimy coraz niżej, coraz lepiej widać lagunę. Wygląda pięknie!

 

W dole widać już wyraźnie plażę i statki, którymi organizowane są rejsy dla turystów. Widać też liczne hotele z basenami.

 

W końcu lądujemy. Przedtem nakładamy kaski. Słyszę od instruktora, że gdy będziemy tuż nad ziemią to mam zacząć przebierać nogami jak do biegu a gdy dotkniemy ziemi to kawałek podbiec. I tak się dzieje. Lądujemy bezboleśnie na … deptaku. Akurat o tej porze dnia i roku pustym, ale podobno w sezonie ląduje się wśród ludzi.

fot. Aga

 

I tyle. Lot trwa 30-45 minut w zależności od warunków pogodowych. Nasz trwał pełnych 45 minut a może i chwilę dłużej, bo prądy wznoszące były wybitnie sprzyjające, a był to też ostatni lot tego dnia. Dowiedziałam się przy okazji, że Oludeniz to jedno z najlepszych na świecie miejsc do paraglidingu ze względu na panujące tu warunki. Widoki urywają wszystko co się da. Serio, są niewyobrażalne. Chłopaki – instruktorzy to grupa zapaleńców, którzy latają ok. 10 razy dziennie i twierdzą, że mogliby nie przestawać. Wierzę, bo z radością powtórzyłabym to doświadczenie. Ale Aga nie, więc jeśli ktoś ma lęk wysokości czy przestrzeni to musi się zastanowić czy na pewno tego chce. Nasi mężowie z kolei, rano po obfitym śniadaniu, wyruszyli naszym śladem i najważniejsze co przekazali po locie było to, że nie należy tego robić z pełnymi żołądkami 😀

Jeśli będziecie w Oludeniz to koniecznie zdecydujcie się na taki lot. Jeśli zastanawiacie się co można najlepszego zrobić i zobaczyć w Turcji to właśnie jedna z takich rzeczy. W Oludeniz jest kilkanaście, jak nie więcej, firm organizujących takie loty. Warto sprawdzić opinie, jeśli ktoś ma potrzebę to również certyfikaty organizatorów i instruktorów. Bez problemu znajdziecie odpowiednią ofertę. Porównując zdjęcia swoje i Grzegorza stwierdzam z całą stanowczością, że widoki podczas lotów popołudniowych są piękniejsze, bardziej klimatyczne i romantyczne niż rano.  Przede wszystkim z powodu światła, które jest miękkie i rozproszone, a lecąc w kierunku słońca, laguna wygląda jakby słońce już zachodziło.

Poza nieziemskimi widokami, to przede wszystkim przeżycie lotu wszystkimi zmysłami pozostaje w pamięci na zawsze. Uważam, że to, co buduje nasze podróżnicze doświadczenia to właśnie PRZEŻYCIA związane z podróżą. W Oludeniz lot paralotnią zdecydowanie warto przeżyć. Aktualnie koszt lotu wynosi 40-60 Euro, więc nie jest to jakiś majątek, a takich przeżyć nikt Wam nie odbierze.

 

Podobał Ci się ten wpis? Polub nasz profil na Facebooku.


Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Paralotnią nad Oludeniz, czyli sen o lataniu"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sławek
Gość

coś cudownego! Dziękuję za relację i zdjęcia

Kinga
Gość

Od samego czytania człowiek dostaje skrzydeł! Istna wolność 🙂 dzięki!

Aga
Gość
Justyś piszesz tak pięknie że od samego czytania człowiek dostaje skrzydeł i chciałby polecieć jeszcze raz, ale fakt jest faktem ze człowiekowi z lękiem wysokości i przestrzeni (o którym do końca się nie wiedziało) trochę trudniej o takie doznania jak lekkość, wolność i radość. Jednak możliwość podziwiania fantastycznych widoków i zobaczenia świata z góry bezcenna. Reasumują nie żałuję , lot paralotnią to przeżycie niezapomnianych emocji (aczkolwiek innych, dla każdego człowieka). czy spróbowałabym drugi raz?