Lofoty praktycznie, czyli wakacje za kołem podbiegunowym

Lipiec 24, 2018

Kategorie: Blisko , czyli wakacje za kołem podbiegunowym , Norwegia

Skalisty archipelag pokryty górami wyrastającymi prosto z morza,  skrywający spokojne zatoki i plaże z miękkim białym piaskiem, oblewane przez krystalicznie czyste, turkusowe wody oceanu, do tego przecudne malutkie osady z czerwonymi drewnianymi domkami na palach, liczne szlaki piesze z wspaniałymi, panoramicznymi widokami to prawdziwy raj dla miłośników przyrody. Położone 300 km za kołem podbiegunowym to jedne z najstarszych gór Europy. Widok, gdy góra pionowo wyrasta z morza, trudno spotkać w innych miejscach na świecie. Do tego szczyty są tak poszarpane i mają tak wymyślne kształty, że czyni to Lofoty miejscem wyjątkowym i niezwykłym. Przez górzyste wyspy biegnie jedna droga o długości 170 km, niezwykle malownicza. Lofoty, moje marzenie od wielu, wielu lat, zawsze za daleko by tam dotrzeć, wydawało się zbyt trudne do realizacji. Ale czas mijał, Lofoty nie zbliżyły się ani odrobinę, więc trzeba było zmierzyć się z tematem.

 

Jak dotrzeć na Lofoty?

 

Najszybciej samolotem i tu opcji jest kilka, np. z Gdańska do Tromso i dalej wypożyczonym samochodem na Lofoty lub z Gdańska do Trondheim, dalej pociągiem lub samolotem do Bodo i stamtąd promem do Moskenes. Może być też lot do Oslo, przesiadka na lot do Bodo i prom do Moskenes. Na Lofoty można też dolecieć do Leknes, ale z kilkoma przesiadkami, np. przez Oslo i Bodo. Z Bodo codziennie pływają promy (3,5 godziny) do Moskenes, gdzie można wypożyczyć samochód i zwiedzać wyspy.

Jeśli natomiast nie spieszy się Wam za bardzo i jedziecie z dziećmi, co wiąże się ze sporym bagażem, wszak rozsądnie jest spać pod namiotem i zabrać żywność z Polski by nie zrujnować portfela w Norwegii, to jedynym sensownym rozwiązaniem wydaje się być jazda samochodem. Tę opcję wybraliśmy i pomimo wielkich obaw i licznych chwil zwątpienia przed wyjazdem, jazda przebiegła nam szybko i sprawnie. Ponieważ startowaliśmy z Dolnego Śląska, więc pojechaliśmy przez Niemcy, gdzie w Rostocku wsiedliśmy na prom do Gedser w Danii, a stamtąd przez Szwecję tak jak poprowadziły nas google maps. Warto zaplanować trasę przez Szwecję dlatego, że można jechać szybciej (większa dozwolona prędkość), a drogi bezpłatne (poza przejazdem przez Cieśninę Oresund, koszt 59 Euro). Dojechaliśmy do Bodo, skąd promem dopłynęliśmy do Moskenes. Inna opcją jest przepłynięcie ze Świnoujścia do Ystad lub z Gdyni do Karlskrony. Droga na Lofoty zajęła nam 3,5 dnia bez pośpiechu i choć początkowo planowaliśmy zatrzymać się na dłużej w kilku miejscach to po prostu jechaliśmy aż dojechaliśmy, z noclegami na campingach w Danii i Szwecji. Droga powrotna zajęła nam noc i 2 dni i zleciała nie wiadomo kiedy, a wracaliśmy przez Narvik. Łącznie przejechaliśmy 6290 km.

 

 

Gdzie spać na Lofotach?

 

Najtaniej, a bardzo przyjemnie jest spać pod namiotem, zarówno na polach campingowych jak i na dziko – na plaży, na szlakach lub gdzie tylko Wam się zamarzy, a teren ten do nikogo nie należy. My spędziliśmy na Lofotach 5 nocy na campingu Skagen, pięknie położonym u podnóży wysokich gór i jednocześnie tuż obok wspaniałej, rozległej plaży. Camping stanowi świetną bazę wypadową do zwiedzania wysp Moskensoya i Flakstadoya, które oferują najpiękniejsze widoki na Lofotach oraz 1 noc na campingu Brustranda, skąd ruszyliśmy na podbój wyspy Austvagoy. Sam Skagen Camping to rozległy teren, na którym nie ma wyraźnie zaznaczonych granic i można się rozbić wszędzie tam, gdzie znajdzie się miejsce, w tym przy samej plaży. Camping oferuje łazienki z prysznicami (ciepła woda płatna 10 NOK za 3 minuty), pralnią i malutką jadalnią, ale bez kuchni. Koszt jednej nocy za 4 osoby, namiot i samochód to 200 NOK (ok. 100 zł).

Inną, równie przyjemną choć dużo droższą opcją, jest nocleg w rorbu, które są nieodłącznym elementem krajobrazu Lofotów. Rorbu to rozsiane na wybrzeżu czerwone chaty, które można wynająć. Kiedyś zbudowane dla rybaków, teraz służą turystom. Domki stawiane są na palach wprost na przybrzeżnych skałach, prosto urządzone, z niewątpliwym klimatem. Koszt wynajęcia rorbu to w sezonie od 600 NOK wzwyż, z naciskiem na wzwyż 😉

 

 

Kiedy jechać na Lofoty? 

 

Najcieplejsze miesiące to z pewnością lipiec i sierpień, ale pogoda na Lofotach zmienia się tak dynamicznie, że i w innych miesiącach może być bardzo ciepło, a w środku lata zimno i deszczowo. Nam w ciągu naszego tygodniowego pobytu trafiło się piękne słońce i 18 stopni, dni pochmurne z większymi i mniejszymi przejaśnieniami i temperaturą ok. 12 stopni, jeden dzień w całości deszczowy, choć ciepły i dwie bardzo wietrzne noce. Wiało w nocy tak mocno, że byliśmy przekonani, że nasz namiot albo odfrunie albo rozerwie się, trzeszczał dosłownie w szwach, a śledzie aż powyrywało. Polacy, których spotkaliśmy na campingu opowiadali, że kilka dni wcześniej wiatr był tak silny, że ich namiot z całą zawartością- lodówką, jedzeniem i ubraniami, zdmuchnięty został na plażę.  Po naszym wyjeździe z ciekawości sprawdzałam temperaturę i jednego dnia było aż 28 stopni!  Ale tegoroczne lato w Skandynawii jest wyjątkowo ciepłe. Poza dynamiką pogody, i wbrew pozorom położeniu Lofotów, panuje tam dość łagodny klimat dzięki ciepłemu prądowi Golfsztromowi, który owiewa wyspy. Warto na bieżąco sprawdzać pogodę na stronie www.yr.no , która bardzo wiarygodnie prognozuje i aktualizuje pogodę na Lofotach.  Na campingach drukowane były prognozy właśnie z tej strony i wystawiane do wiadomości turystów. I na koniec jeszcze jedna uwaga – warto szukać dobrej pogody w pobliskich miejscach, bo kilka kilometrów dalej może być zdecydowanie inna.

 

Dzień polarny

 

Poza, w miarę, najpewniejszą pogodą latem, warto na Lofoty zawitać do połowy lipca (od maja), ponieważ w tym czasie obserwować można absolutnie niezwykłe zjawisko, czyli dzień polarny. Słońce w ogóle nie zachodzi i dzień się nie kończy, co jest naprawdę niezwykłym doświadczeniem. Od około północy do 1.30 w nocy słońce chowa się gdzieś za chmurami, nie widać go, ale jest jasno, a na niebie tworzy się niesamowita różowa poświata. Gdy niebo nie jest zachmurzone zjawisko to widać najlepiej, różowości nie ma końca i jest to najpiękniejsze i wyjątkowe światło do fotografii. Po 1.30 w nocy słońce nagle się pojawia i zaczyna ostro świecić. Co ciekawe, prognozy pogody najlepsze słońce pokazywały właśnie w nocy, między północą a 5.00 nad ranem 🙂 W tym czasie co wrażliwsi (jak ja) mają problem ze snem, ale wystarczy użyć osłonek na oczy i można spać. Dzieci trudno było zagonić do spania, nawet po wyczerpujących trekkingach, bo biegały po plaży i w ogóle nie czuły, że czas już spać. Z powodu dnia polarnego zdarzyło nam się pierwszą noc po wyjeździe z Lofotów po prostu przejechać. Po ostatnim trekkingu ruszyliśmy w kierunku domu z zamiarem przespania się na campingu po drodze. Jednak noc była tak jasna i tak piękna, że nie chciało nam się spać, dziewczyny też były pełne energii, więc postanowiliśmy po prostu jechać. W najpiękniejszym czasie dnia polarnego przejechaliśmy odcinek między Narvikiem a Kiruną i do końca życia nie zapomnę ośnieżonych szczytów gór spowitych różową poświatą, gładkich tafli jezior, w których te góry się przeglądały i ciszy, bez cienia jakiegokolwiek życia na tej trasie. A potem nagle słońce wstało, łosie zaczęły wychodzić nam na drogę, jeziorka zaczęły parować i doznania były tak magiczne, że nawet nie pomyślałam by zatrzymywać się i robić zdjęcia. Doświadczenie jedyne w swoim rodzaju 🙂 Dzień polarny ma i tę zaletę, że całodobowo można chodzić po górach bez obawy, że zastanie nas noc. Zdjęcia wykonane pomiędzy północą a 1.30 w nocy.

 

 

Szlaki piesze na Lofotach

 

Być na Lofotach i nie wejść na żaden szlak, na żadne wzniesienie to jak być i nic nie zobaczyć. Ze zdumieniem czytałam relacje ludzi, którzy Lofoty jedynie przejechali główną drogą, ewentualnie pospacerowali po miejscowościach. Szczerze mówiąc, nie warto jechać tak daleko i nie zobaczyć Lofotów z góry! A tras  jest co najmniej kilkadziesiąt, łatwiejszych i trudniejszych, krótszych i dłuższych, ale wszystkie bez wyjątku oferują takie widoki, że trudno uwierzyć, że są prawdziwe. Zarówno widoki po drodze jak i na szczycie po prostu przyprawiają o zawrót głowy, bez względu na pogodę (o ile oczywiście chmury nie zasłaniają ich całkowicie), choć najpiękniej bez wątpienia wyglądają gdy niebo jest błękitne. Zanim jednak zaplanujecie swoje trekkingi, kilka słów o szlakach:

  • szlaki nie są w ogóle oznaczone, ani przy wejściu na nie, ani nie ma żadnych znaków prowadzących do nich, po prostu NIC, jakby ich tam nie było. Gdybym nie znalazła strony www.north68.com , na której fotograf opisuje bardzo szczegółowo kilkadziesiąt tras, ich długość, stopień trudności oraz jak do nich dotrzeć i gdzie zaparkować auto to nie bylibyśmy w stanie szlaków namierzyć. Polskojęzyczne przewodniki traktują Lofoty bardzo pobieżnie, nie wspominają o żadnych szlakach, nawet materiały reklamowe z informacjami o Lofotach  nie zawierały żadnych informacji o szlakach. Ale jeśli posługiwać się będziecie podaną wyżej stroną i mapą to z pewnością znajdziecie wszystkie trasy,
  • mówi się o tzw. lofockim standardzie szlaków, co oznacza ni mniej ni więcej, że  trasy, nawet te łatwe, nie bawią się w trawersowanie wokół szczytu tylko stromo wiodą pod górę. Od samego początku ostro ruszacie z kopyta i gnacie w górę z każdym krokiem. Poza tym szlaki nie są w ogóle utrzymane, a że nie są też oznaczone to mając ogólny kierunek przed oczami, po prostu trzeba iść w górę. Droga na szczyt jest często rozdeptana i prowadzi na niego wiele wydeptanych ścieżek. Idzie się często po błocie, po kamieniach lub dużych płaskich pionowych skałach, z ekspozycją lub bez, ale bez zabezpieczenia, tu płynie strumień, tam wdepniecie w mech nasiąknięty wodą jak miękki dywan. Z tego powodu niezbędne są wodoodporne buty z przyczepną podeszwą,
  • na szlakach nie ma tłumów, choć oczywiście ludzi się spotyka, więcej na popularniejszych, na innych mniej. Nie ma też żadnej infrastruktury typu schroniska, toalety itp.,
  • ze względu na dziewczyny, wybieraliśmy szlaki oznaczone jako łatwe i dość krótkie, ale i tak ich pokonywanie zajmowało nam więcej czasu niż wynikało to z opisu. Początkowo planowałam po dwa trekkingi dziennie, ale szybko przekonałam się, że dzieci są zmęczone, a i my mamy jakby mniej energii 😉 Dodatkowo, często wydaje się, że już oto mamy przed sobą planowany szczyt i finał wędrówki, po czym po dotarciu do niego okazuje się, że to tylko pośrednia górka i do przejścia mamy jeszcze ze trzy takie. To trochę demotywujące 🙂
  • wybrane przez nas szlaki pokaże Wam i opiszę w kolejnym wpisie.

 

 

Plaże 

 

bajeczne, pełne miękkiego białego jak mąka piasku, turkusowa woda o kolorze, który zdumiewa w tak dalekim i chłodnym miejscu. Dostępne z drogi lub jako nagroda po trekkingu. Gdyby woda miała chociaż 10 stopni więcej to pewnie zjeżdżałyby się na nie tłumy. A tak – puste i dziewicze. Najbardziej znane to Haukland, Kvalvika, Uttakleiv, Skagsanden, Ramberg i wiele innych. Tu znów odsyłam do wskazanej wyżej strony z opisem plaż (klik) .

 

 

Sztokfisz

 

Nieodłącznym elementem Lofotów są drewniane paliki w kształcie litery A do suszenia dorsza. Sztokfisz to właśnie suszony na wietrze dorsz, który jest prawdziwą specjalnością Lofotów. W wielu miejscach na świecie próbowano suszyć ryby w podobny sposób, ale nigdzie się to nie udało. Tylko na Lofotach powietrze jest idealne do suszenia ryb – nie może być zbyt suche, ale powinno być chłodne, ale też na tyle ciepłe by ryba nie zamarzała. Najlepsze warunki do suszenia ryb panują na zachodzie archipelagu i od marca do maja związane w pary dorsze pokrywają 400 000 m2 wysp, susząc się na drewnianych żerdziach. Latem na żerdziach pozostają suszone głowy ryb, które również używane są w kuchni,  gdzieniegdzie jeszcze można spotkać dorsze w całości.

 

 

A po drodze…

 

widoki nie tracą na atrakcyjności, zwłaszcza gdy słońce przedziera się przez chmury. Warto przejechać drogą E10, która stanowi część Narodowej Trasy Turystycznej, wiodącą przez cały archipelag Lofotów.

 

 

Jeśli ten wpis nie przekonał Was do zaplanowania wyjazdu na Lofoty, to kolejny z pewnością poruszy serca co wrażliwszych na piękno przyrody 🙂

 

Podobał Ci się ten wpis? Polub nasz profil na Facebooku.

Zobacz także:

Najpiękniejsze miejsca na Lofotach

Najpiękniejsze szlaki piesze na Lofotach

 

4
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
2 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
JustynaKamilaMaria Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kamila
Gość

bajecznie! ta turkusowa woda sprawia, że od razu chce się wskoczyć do wody… tylko temperatura chyba powstrzymuje 😉

Maria
Gość

Jestem zachwycona, przepi,ekne zdjęcia! Dzięki za możliwość zapoznania się z tymi cudami:)