Podsumowanie podróży w 2018 roku

Grudzień 27, 2018

Kategorie: Blisko , Dalej

Długo zastanawiałam się w jaki sposób podsumować mijający rok pod względem podróżniczym. Najpierw miał to być ranking miejsc, które odwiedziliśmy w tym roku, ale ranking powinien zawierać jakieś wartościowanie, a w przypadku naszych tegorocznych podroży faworyt jest jeden, ale później trudno byłoby nam wybrać  miejsca piękniejsze od innych. Postanowiłam więc ułożyć je wszystkie chronologicznie, ale opisać co nowego/ciekawego/odkrywczego/ekscytującego nas w danym miejscu spotkało.

 

1. Meksyk, przełom stycznia i lutego

 

Bilety do Cancun kupione w bardzo atrakcyjnej cenie (1100 zł/os.) przesądziły o kierunku tegorocznych ferii zimowych. Jukatan był na mojej liście wysoko, więc nie było się nad czym zastanawiać. Wynajęliśmy samochód i w ciągu 16 dni objechaliśmy kawał półwyspu, co kilka dni zmieniając nocleg. Nie podobało nam się w Cancun, czego się spodziewaliśmy i tam spędziliśmy tylko jeden dzień, ale już pozostałe miejsca zrobiły na nas bardzo dobre wrażenie. Spełniłam marzenie o pływaniu w cenotach, a po ruinach Majów, które odwiedziliśmy w Gwatemali, bardzo chciałam zobaczyć kolejne, w tym Chichen Itza, nowożytny cud świata. Serca nasze podbiły jednak ruiny w Uxmal, pełne iguan, za którymi biegały dziewczynki. Spędziliśmy błogie chwile w lagunie Bacalar, odwiedziliśmy kilka uroczych miasteczek, w tym najbardziej żółte ze wszystkich jakie kiedykolwiek widzieliśmy, szukaliśmy (z powodzeniem) najpiękniejszych plaż  w Tulum, popłynęliśmy w rejs po Rio Lagartos, gdzie zobaczyliśmy krokodyla w naturalnym środowisku i mnóstwo ptaków, a także odwiedziliśmy różową lagunę z mnóstwem pięknych flamingów. Pływaliśmy z żółwiami w zatoce Akumal, a wózkiem golfowym rozbijaliśmy się po kolorowej Isla Holbox.

Informacje praktycznej znajdziecie w tym wpisie

 

 

2. Szkocja, długi weekend majowy

 

Kolejny kraj z długiej listy tych najbardziej pożądanych, tanie loty do Glasgow, wynajęty samochód i tydzień spędzony w trasie. Pogoda udała nam się niespodziewanie dobrze, było słonecznie przez większość dni, choć chłodno. Głównym celem było przejechanie przepięknej, wręcz zjawiskowej trasy North Coast 500, zobaczenie szkockich klasyków i kilka trekkingów na cudnej Isle of Skye. Tym sposobem zobaczyliśmy naprawdę wyjątkowo piękne krajobrazy podczas całej trasy na dalekiej północy Szkocji – góry, klify, pastwiska, stare kamienne domy i zamki, piękne plaże, dużo jeleni i owiec. Co ważne, widoki zmieniają się jak w kalejdoskopie za każdym zakrętem. Zwiedziliśmy kilka ważnych lub wspaniale położonych szkockich zamków, szukaliśmy potwora z Loch Ness,  obserwowaliśmy wieloryby w pobliżu zamku Dunnottar, zjedliśmy smażonego w panierce marsa i klasyczną fish&chips, zobaczyliśmy ekspress odjeżdżający do Hogwartu i miliony żółtych żonkili porastających Szkocję wiosną. Na Isle of Skye zdobyliśmy Starca ze Storr, o mały włos nie zwiało nas w drodze powrotnej z The Quiraing i doświadczyliśmy prawdziwie szkockiej pogody na Neist Point Lighthouse. Dużo czasu spędziliśmy w drodze, która w połowie wyjazdu była celem samym w sobie, a dzieci – w towarzystwie innych zaprzyjaźnionych dzieci w jednym dużym samochodzie- spisały się na medal.

 

 

3.Makowe pole, czyli najbliższa okolica też jest piękna, koniec maja

 

Trochę przewrotnie, ale to też odkrycie. Ilu z Was rusza w świat zapominając o najbliższej okolicy? Pewnie wielu. My często też. Czasem zwykły spacer dostarcza niezapomnianych wrażeń.

 

 

4. Budapeszt, długi czerwcowy weekend

 

Decyzja o wyjeździe do Budapesztu zapadła w przeddzień wyjazdu niemalże, okazją był długi weekend z Bożym Ciałem w tle. Pojechaliśmy samochodem, bo z okolic Wrocławia nie ma sensownych lotów, a miasto nie wydawało nam się jakoś bardzo odległe. Budapeszt spodobał nam się bardzo. Panuje tam swojski, przyjemny klimat, a jednocześnie to duże miasto na europejskim poziomie. Przepiękny budynek Parlamentu, panorama miasta widziana z różnych punktów widokowych, w dzień i wieczorem, gdy latarnie zapalają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, liczne termy, z których jednak nie skorzystaliśmy, bo było za gorąco, przyjemne restauracje, rejs statkiem po Dunajcu i wiele innych atrakcji to dobre powody by odwiedzić Budapeszt. My z pewnością wrócimy, by wykąpać się w termach gdy na dworze będzie chłodno.

 

 

5. Lofoty

 

To jest nasz absolutny numer 1 mijającego roku. Wymarzony od lat kierunek, bardzo odległy, choć w Europie i długo nie wiedziałam jak go ugryźć logistycznie. Aż stwierdziliśmy, że skoro i tak mamy tam spać pod namiotem to pakujemy samochód i jedziemy. Tak po prostu! I to było idealne wyjście. Jechaliśmy na Lofoty 3,5 dnia z przerwami na nocleg i droga, ku naszemu wielkiemu zdziwieniu, minęła szybko i bezproblemowo. A na miejscu … bajka! Widoki przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Wybraliśmy się na kilka pieszych wędrówek, bo Lofoty z góry wyglądają najpiękniej. Wędrowaliśmy zatem szczytami, szlakami lub poza nimi, czasem skakaliśmy po osuwiskach kamieni lub zapadaliśmy się w nasiąkniętej wodą trawie. Spacerowaliśmy po plażach tak cudnych, jakby je żywcem z Karaibów przeniesiono, tylko temperatura wody nie ta. Spaliśmy pod namiotem tuż przy plaży, a czasem w nocy wiatr wiał tak koszmarnie, że mało nas z tym namiotem nie porwał. Gotowaliśmy sobie na kuchence i nic bardziej nie smakowało niż taki posiłek w pięknych okolicznościach przyrody. Doświadczyliśmy niezwykłego dnia polarnego, czyli dnia, który się nie kończył. Dziewczyny do nocy biegały po plaży, bo spać im się nie chciało skoro było wciąż jasno. I choć to był najbardziej wymagający tegoroczny wyjazd, bo warunki campingowe, a pogoda zmienna to jednak warto było jechać taki kawał za koło podbiegunowe! Wpis praktyczny znajdziecie tu

 

 

6. Korsyka, ostatni tydzień sierpnia

 

I znów destynacja wybrana głównie z powodu tanich biletów lotniczych, która oczywiście znajdowała się na naszej podróżniczej liście marzeń, choć pewnie niekoniecznie w sierpniu. Jednak po wakacjach za kołem podbiegunowym to była miła odmiana i możliwość wygrzania kości.  Plan zwiedzania wyspy był ambitny, choć ceny noclegów zbiły nas nieco z tropu, ale udało się wynająć przyjemny domek w górach, z widokiem na szczyty i gaje oliwne, blisko wielu atrakcji. Pierwszy dzień zweryfikował nasze plany zwiedzania, bo okazało się, że drogi na Korsyce to jeden, wielki, niekończący się zakręt. Co oznacza jazdę powolną i długą. Plany więc zweryfikowaliśmy i cieszyliśmy się przez ten tydzień najbliższymi atrakcjami, czyli pięknymi górami, pustymi plażami, wysokimi klifami, kąpielami w naturalnych basenach w wąwozach i … towarzystwem świń na drogach 🙂

 

 

7. Wenecja, czyli niespodzianka na urodziny, początek września

 

W Wenecji byliśmy dawno temu, w erze przed dziećmi, w dodatku przelotem, więc bardzo chcieliśmy wrócić i spokojnie zwiedzić to wyjątkowe miasto. Grzegorz zrobił mi urodzinową niespodziankę i zabrał do Wenecji, ale znowu bez dzieci. Będą musiały kiedyś same się tam wybrać 🙂 Dla nas Wenecja to miasto magiczne, niezwykłe i choć przepełnione turystami to wyjątkowo łatwo tam te tłumy turystów zgubić. Wystarczy zejść z utartych szlaków, a do głównych atrakcji wybrać się rano i problem tłumów znika. Wrzesień to idealny czas na zwiedzanie, nie jest gorąco, ludzi też już nieco mniej, słońce grzeje, pyszne włoskie jedzenie kusi, aperol spritz chłodzi. Żyć nie umierać ! A samo miasto piękne, wcale nie śmierdzi, pełne kolorowych zaułków, romantycznych mostków, ukrytych placyków, kościołów. Zdecydowanie warto!

 

 

8. Karkonosze, październikowy weekend

 

Karkonosze mamy prawie na wyciągnięcie ręki, 2 godziny jazdy samochodem i jesteśmy na szlaku. Jako dziecko schodziłam te góry wzdłuż i wszerz, a jak Lenka była mała to Grzegorz dzielnie ją nosił. Później musieliśmy góry odpuścić, bo Lena była za ciężka by ją dalej nosić, a jednocześnie za mała by tak długie trasy w górach zaliczyć. Potem z Polą powtórka z rozrywki aż wreszcie są już na tyle duże, że możemy w góry wrócić. To nasze postanowienie, a zaczynamy oczywiście od Karkonoszy. Szlak wokół Kotłów Małego i Wielkiego Stawu wrył mi się w pamięć wiele lat temu, gdy wędrowaliśmy nim z Grzegorzem jeszcze przed ślubem, pewnego słonecznego jesiennego dnia, a widoki były tak cudne, że dech zapierały. Wybraliśmy się tam znowu, z dziewczynkami, i choć na górze pogoda nieco widoki przysłoniła to i tak spacer był wspaniały, a dziewczyny utwierdziły mnie w przekonaniu, że góry im już nie straszne. Polecamy ten szlak, bo to jeden z piękniejszych w Karkonoszach.

 

 

9. Skalne Miasta w Czechach, listopad

 

Odwiedziliśmy oba- Teplicke i Adsprachskie – w dwa różne weekendy. W obu też już kiedyś byliśmy, młodzi, piękni i bezdzietni, ale było to tak dawno, że pojechaliśmy znowu by wykorzystać jesienne weekendy i pokazać je dziewczynkom. Oba miejsca to zgrupowania skał o fantazyjnych kształtach, często nazwanych, czasem położonych tak blisko siebie, że trzeba się przeciskać między nimi, czasem wdrapać po drabinkach, można popływać łódką, a przede wszystkim przejść się malowniczymi trasami. Dla dzieci to fajna rozrywka, urozmaicona, niezbyt długa, a dla dorosłych przyjemny spacer.  No i o tej porze roku Skalne Miasta są puste.

 

 

To jest nasze podsumowanie podróży i nasze podróżnicze odkrycia 2018 roku. Udało nam się odwiedzić kilka nowych miejsc, które mieliśmy na naszej liście i wrócić do kilku, żeby pokazać je dziewczynkom. W każdym doświadczyliśmy czegoś nowego i spełniliśmy swoje kolejne marzenia. Mamy nadzieję, że nadchodzący rok nie będzie gorszy 😉 czego i Wam życzymy!

 

Podobał Ci się ten wpis? Polub nasz profil na Facebooku.

 

 


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o