Kjeragbolten i Preikestolen – największe atrakcje Norwegii

Kjeragbolten, czyli głaz zaklinowany między dwoma skałami i Preikestolen, czyli wystająca skała przypominająca ambonę, to dwa punkty na mapie Norwegii, które każdy choć raz w życiu widział, przynajmniej na zdjęciach. Obecnie, gdy z wielu polskich miast do Stavanger można polecieć za kilkadziesiąt złotych, te dwa miejsce to bardzo popularne cele wędrówek w Norwegii. My odwiedziliśmy je jednak kilka lat temu, gdy Lena miała 3 lata, a Poli nie było na świecie, dlatego ten wpis to dla mnie prawdziwa sentymentalna podróż. Wybraliśmy się do Norwegii samochodem, zabraliśmy też rodziców, spaliśmy pod namiotem, który codziennie zwijaliśmy i rozbijaliśmy w innym miejscu, a wszystko wśród huku wodospadów, wszechogarniającej zieleni i na polach campingowych o niesamowitej wręcz urodzie. Trudno opisać przyrodę Norwegii, gdzie każdy przejazd pomiędzy zaplanowanymi punktami trwa zbyt długo, bo nie można przestać zatrzymywać się i robić zdjęcia. Spędziliśmy w tym pięknym kraju 2 tygodnie, ale zachwyt nie opuszcza mnie do dziś. Każdy, kto choć w minimalnym stopniu kocha przyrodę, powinien natychmiast jechać do Norwegii! Oszałamiające widoki, przepiękne fiordy, wysokie góry, wszędzie wodospady i mnóstwo zieleni to krótka charakterystyka tego kraju. I nawet gdy nie zawsze pogoda sprzyja, widoki nie tracą na wartości, są po prostu inne.

 

Kjeragbolten

 

Oba punkty, Kjeragbolten i Preikestolen leżą na dwóch przeciwległych krańcach olbrzymiego Lysefjordu. Na pierwszy ogień wzięliśmy wędrówkę na Kjerag (góra) by dotrzeć do Kjeragbolten. Ze Stavanger, uroczego miasteczka z białymi domami, jechaliśmy bardzo malowniczą trasą, zatrzymując się by pomoczyć stopy w lodowatej wodzie. Na drodze nie spotkaliśmy nikogo poza owcami i grupą motocyklistów. Po prostu muszę pokazać Wam jak wygląda większość tras przejazdowych w Norwegii. Są równie piękne co miejsca, do których prowadzą.

Noc spędziliśmy na jednym z przydrożnych campingów, których wybór jest ogromny, a rano ruszyliśmy zdobyć Kjerag. Samochód zostawić należy na parkingu obok restauracji Kjerag Restaurant (Øygardstøl) na wysokości 640 m n.p.m. Szczyt Kjeraga to wysokość 1020 m n.p.m., a Kjeragbolten znajduje się ok. 1000 m nad taflą wody, co robi niesamowite wręcz wrażenie. W chwili, gdy weszliśmy na szlak zachmurzyło się dość mocno, a chmury zasłoniły widoki. Jednak im szliśmy wyżej tym bardziej się przejaśniało, choć na szczycie słońce nam tego dnia nie zaświeciło. Pierwszy etap dobrze oznaczonego szlaku jest najtrudniejszy, ponieważ najbardziej prowadzi pod górę, a dużą jego część wymaga wspomagania się łańcuchami z powodu śliskich skał, po których wiedzie szlak.

Po krótkiej wspinaczce wyłaniają się pierwsze widoki na Lysefjord. Dalszy etap trasy to przejście łagodną doliną i wejście na górę po drewnianym pomoście, wokoło zielono i sporo strumieni i małych zbiorników wody. W środku lata zdarzają się też plamy śniegu. Cała trasa to ok. 12 km w obie strony. Nie jest ciężka ani wymagająca, choć dość długa. Jednak widoki po drodze rekompensują wysiłek, niezależnie od pogody.

Takie przejście doliny i wspinaczka na górę powtarza się jeszcze raz, a na końcu czeka nagroda. Kjeragbolten to ogromny głaz wciśnięty pomiędzy skały, na który można wskoczyć. Jeśli nie macie lęku wysokości na pewno to zrobicie, bo pokusa jest wielka. Samo wejście na głaz nie jest bardzo niebezpieczne, z tyłu skały trzeba po prostu zrobić większy krok na głaz. Prawie zawsze trzeba poczekać w niewielkiej kolejce, bo każdy chce sobie zrobić zdjęcie w tym miejscu. Na głaz wskoczyłam i ja, choć myślę, że dziś nie powtórzyłabym tego, bo spojrzenie w dół powoduje trzęsienie nóg. Wtedy jednak było dość mglisto 😉 Pod nami kilometr swobodnego spadania w dół… Wielu próbuje tu skakać ze spadochronem (tzw. base jump).

Ponieważ była mgła to nie bardzo było widać co jest dalej i gdzie można pójść poza trasą powrotną. Coś mi jednak kazało zejść z tej trasy i pójść w lewo, w ten sposób doszliśmy do punktu widokowego na Lysefjord, który ukazał się w całej okazałości. Widok naprawdę nie do opisania. Takiej potęgi natury trudno doświadczyć. Mnie osobiście zatkało z wrażenia.

Gdy już nasyciliśmy oczy pięknymi okolicznościami przyrody, ruszyliśmy w trasę powrotną. Następnie zjechaliśmy serpentyną o 27 zakrętach do Lysebotn, miejscowości położonej nad samym fiordem, z której promem popłynęliśmy na drugi kraniec Lysefjordu, by kolejnego dnia dotrzeć do Preikestolen. Mało kto widział, że z dołu  Kjeragbolten wygląda jak mały groszek wciśnięty w skały.

 

Preikestolen

 

Kolejnego dnia weszliśmy na Preikestolen, ogromną naturalna ambonę, z wierzchu płaską jak stół, wystającą z klifu  604 m nad poziomem tafli Lysefjordu, kolejny symbol Norwegii.  Trasa rozpoczyna się z parkingu Preikestolhytta i podobnie jak na Kjeragbolten, nie jest trudna ani zbyt długa, łącznie to ok. 3,8 km w jedną stronę. Szlak wiedzie przez tereny bagniste po drewnianych pomostach, obok różnych oczek wodnych, nieco pod górę po kamieniach i bardzo szybko wyłaniają się piękne widoki na Lysefjord.

Po chwili widzimy ambonę, z której widoki oszałamiają! Naprawdę trudno opisać przestrzeń jaka nagle rozpościera się przed nami i pod nami.  Pomimo ogromnych oczekiwań wobec tego miejsca, wrażenia są wspaniałe, a rzeczywistość nawet przerasta wyobrażenia. I nawet słońce nie jest potrzebne by wpaść w zachwyt.

Warto wspiąć się wyżej by zobaczyć ambonę z góry.

A z dołu Preikestolen wygląda całkiem niepozornie

Zdecydowanie Kjeragbolten i Preikestolen to pierwszorzędne atrakcje Norwegii, które trzeba zobaczyć. Obie dostępne dla każdego, zarówno dla seniorów jak i dzieci. Młodsze, jak nasza 3-letnia wówczas Lenka, najtrudniejsze odcinki mogą pokonać na plecach taty, a łatwiejsze samodzielnie. Dla nieco starszych będzie to świetna przygoda i wyzwanie, a po drodze jest wiele rzeczy do odkrycia, potoków, w których trzeba zamoczyć dłoń czy stopę, kwiatków, które trzeba zerwać czy kamieni, które trzeba ułożyć w stosik. Na górze trzeba dzieci trzymać przy sobie, ale przy zachowaniu minimum zdrowego rozsądku, jest zupełnie bezpiecznie. Na Kjeragbolten przecież nie każdy musi wskakiwać 😉  Obecnie atrakcje te są bardziej zatłoczone niż przed kilkoma laty, dlatego – jak wszędzie- warto wejść na szlak wcześnie rano lub późnym popołudniem.

Jak już wspominałam, nie trzeba organizować wielkiej wyprawy na północ by zobaczyć te piękne miejsca. Wystarczy kupić tani bilet do Stavanger, a dalej autobusem i promem i te miejscówki są Wasze 🙂 Ja oczywiście zachęcam do odwiedzenia Norwegii na dłużej, bo cały kraj to piękno w czystej postaci, co postaram się pokazać w jeszcze kilku wpisach pomimo tego, że zdjęcia robione były dawno, gdy o blogach jeszcze nikt nie słyszał, a mi do głowy nie przyszło, że kiedyś sama będę go pisać. Ale, jak widać, piękno się nie zmienia i zdjęcia pozostają aktualne.

Podobał Ci się ten wpis? Polub nasz profil na Facebooku.

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Kjeragbolten i Preikestolen – największe atrakcje Norwegii"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Maria
Gość

Zapiera dech, a ja myślałam, że po Machu Picchu już nic mnie nie zatka:) Przepiękne zdjęcia i cudnie odtworzona trasa, marzę, żeby to zobaczyć.