Co warto zobaczyć na Zakynthos (część II)

Październik 13, 2017

Kategorie: Blisko , Co warto zobaczyć na Zakynthos (część II) , Grecja

Ponieważ pięknych miejsc na Zakynthos jest na tyle dużo, że nie zmieściły się w jednym wpisie, kontynuuję opowieść o tym, co warto zobaczyć na Zakynthos. Lecimy zatem dalej (kolejność nadal nieprzypadkowa) :

 

Półwysep Keri 

Na objazd półwyspu wybraliśmy się wypożyczonym skuterkiem. Na wyspie popularnym środkiem lokomocji jest właśnie skuter albo quad. I rzeczywiście, fajnie jest się przejechać do niezbyt odległych miejsc, ale do zwiedzania całej wyspy rekomendujemy jednak samochód. A to dlatego, że wyspa jest górzysta i choć odległości niezbyt duże (ok. 40 km z jednego końca wyspy na drugi) to jednak skuter, nawet o większej mocy, pod górę ledwo daje sobie radę.  Na półwyspie Keri są w zasadzie dwa miejsca, o których chcę napisać. Jedno to świetnie położona tawerna na klifie, z której najlepiej widać skały wyłaniające się z morza o wdzięcznej nazwie Mizithres. Przy tawernie zbudowana została specjalna platforma, z której można podziwiać skały. Warto usiąść przy stoliku z widokiem na skały i klif i odpocząć, skoro i tak wchodzicie na teren prywatny i wypada kupić w tawernie choćby wodę. My zjedliśmy tam pyszne sałatki.

Kawałek dalej dojeżdżamy do bezpłatnego parkingu, na którym zostawiamy swój pojazd i wchodzimy na – o dziwo- prywatny i ogrodzony teren, z którego można podziwiać panoramę i klify. Wejście jest bezpłatne, nikt o nic nie pyta, można wejść i usiąść na specjalnie przygotowanych w tym celu siedziskach z palet lub pójść w prawo, wspiąć się na klif i zobaczyć morze z góry lub pójść w lewo i obejrzeć skały Mizithres z innej perspektywy. Miejsce jest popularne pod wieczór, bo to jeden z punktów, gdzie najładniej widać zachodzące słońce. Będąc tam koniecznie zróbcie to, czego my nie zrobiliśmy, czyli wypożyczcie motorówkę i popłyńcie do jaskiń Keri. Ponoć są piękniejsze od Blue Caves, a cały półwysep Keri od strony morza charakteryzuje się najpiękniejszymi na wyspie klifami, grotami i jaskiniami. Po sezonie wypożyczenie motorówki na 4 godziny to koszt 80-100 Euro, zdecydowanie warto. W sezonie tyle kosztuje godzina.

Przylądek Skinari 

Kolejne ciekawe miejsce to Przylądek Skinari, dla odmiany najdalej na północ wysunięta część wyspy. Sama droga do Skinari jest bardzo malownicza, mijamy kilka niezłych plaż i tawern nad samym morzem. A na miejscu znajdziecie wiatrak i tawernę, obok której należy zejść schodami w dół do samego morza – dla pięknych widoków i fajnych drewnianych tarasów, na których można poleżakować (bezpłatne leżaki dostępne na miejscu) oraz w celu kąpieli. Poza tym ze Skinari świetnie widać Kefalonię, znajdującą się w linii prostej 10 km od brzegu Zakynthos oraz stąd m.in. odpływają łódki do Blue Caves. Musicie jednak pamiętać, że Blue Caves są blue tylko przed południem, gdy słońce znajduje się w odpowiednim miejscu. Koszt krótkiego rejsu do jaskiń to 10 Euro, a w połączeniu z Zatoką Wraku 15 Euro.

Porto Vromi

Bardzo malowniczym zakątkiem, do którego piękniejszy jest nawet sam dojazd niż cel, jest Porto Vromi, niewielka zatoczka, a właściwie dwie,  w południowo-zachodniej części wyspy, z której odpływa najwięcej łodzi do Zatoki Wraku. Dojedziecie tam dwoma drogami, jedną z miejscowości Maries a drugą z Anafonitrii, przy czym drogi te nie łączą się i żeby dotrzeć do obu zatoczek, położonych tuż obok siebie,  trzeba objechać wzgórze (ok. 17 km). Widoki po drodze obłędne! Na miejscu, w obu zatoczkach, są niewielkie plaże, ale ponieważ stoją tam łodzie, to odpuściliśmy sobie kąpiel.

Plaże: Xigia, Little Xigia i Pelagaki – Lithari

Znane są tylko dwie z powyższych plaż, a to za sprawą ich dobroczynnych właściwości dla skóry, czyli siarki, którą zawiera woda. Woda jest nieco mętna, choć bardzo czysta, ale nie jest tak przejrzysta jak w innych częściach wyspy, a ponadto wydziela specyficzny zapach 🙂 Nie powiedziałabym, że śmierdzi, ale wyraźnie wyczuwa się zapach siarki. Plaża Xigia jest mniejsza, wbrew pozorom, od Little Xigii, i nawet poza sezonem była zatłoczona, dlatego nie zatrzymaliśmy się na niej. Nad plażą jest tawerna, z której po linie, w wiadrze, zjeżdżają zamówione przez plażowiczów przekąski.

Litttle Xigia jest większa i była prawie pusta, być może dlatego że nie jest położona bezpośrednio przy głównej drodze, tylko trzeba do niej nieco zjechać. Plaża jest żwirkowa, przyjemna, trzeba do niej zejść po schodach, warto.

Ale nasze serca skradła jeszcze inna plaża, znajdująca się tuż obok Little Xigii, widoczna z parkingu i kompletnie pusta. Gdy ją zobaczyliśmy, odpływał z niej własnie piracki statek, co oznacza, że odwiedzają ją turyści podczas rejsów, ale zanim do plaży doszliśmy to statku już nie było i  byliśmy na niej sami. Do plaży trzeba znaleźć dojście, co nie jest oczywiste i chwilę nam zajęło szukanie ścieżki. Trzeba pójść słabo wydeptaną ścieżką w dół, pomiędzy krzewinkami, dojść prawie do morza i po dużych kamieniach dotrzecie do plaży. Woda świetna, jak zwykle i wspaniale jest mieć plażę tylko dla siebie 😉 Według tablicy przy parkingu plaża  nazywa się Pelagaki-Lithari, choć w sieci widziałam i inne nazwy, ale tej będę się trzymać.

Kambi 

Jeśli chcecie zobaczyć piękny zachód słońca to drugim, obok Keri, świetnym punktem do obserwacji jest Kambi (zwane też Kampi). To niewielka miejscowość na wysokim klifowym brzegu, z kilkoma tawernami, z których każda oferuje najlepszy widok na zachód słońca 😉 Słońce w otoczeniu klifów rzeczywiście zachodzi pięknie, a położenie tawern, oświetlonych wieczorem żarówkami, stanowi dodatkową atrakcję.

Porto Roxa

Jeśli mało Wam jeszcze zatoczek to jest kolejna, Porto Roxa. Z jednej strony to bardzo ładna zatoczka, z zejściem bezpośrednio ze skał, czystą wodą o pięknym kolorze ale i zacumowanymi łodziami, które zawsze odstraszają mnie od kąpieli. Druga część Porto Roxa to dość niskie, skaliste wybrzeże schodzące do morza z małymi, wyżłobionymi w skałach, zagłębieniami, w których zbiera się woda (niektóre są całkiem spore, jak baseniki dla dzieci), na górze zagospodarowane przez kilka tawern, które wystawiły tam swoje leżaki, wiszące materace i inne pomysłowe miejsca do leżenia, wśród których chodzą kelnerzy i przynoszą drinki z palemkami. Żyć nie umierać 🙂 Na mnie jednak to miejsce zrobiło dziwne wrażenie, bo poza sezonem  zaledwie kilka osób zajmowało te leżaki, a cała ich masa stała pusta, na parasolach smętnie powiewały suche liście palm, materace były poplamione i ogólnie nie chciałabym tam leżeć. W sezonie nie tam żadnej intymności, a poza sezonem to było jedyne miejsce, które sprawiało przygnębiające wrażenie. Warto tam jednak zajrzeć dla samej zatoczki, która na pewno jest dużo mniej zatłoczona niż pobliskie Porto Limnionas.

Wyspa Cameo

Ostatnim miejscem, o którym chcę Wam opowiedzieć, a które również warto zobaczyć na Zakynthos, jest malutka wysepka połączona z lądem urokliwym mostem. Miejsce znane i popularne, w dodatku prywatne, bo za wstęp na wyspę należy zapłacić ponoć 4 Euro, choć nam zaśpiewano 5 Euro od osoby, za który to talon później możecie nabyć drinki w tej cenie. Właściciele wyspy wymyślili niezły patent na przyciągnięcie turystów, wieszając na rozpiętej pomiędzy wysokimi brzegami wysepki, tuż nad plażą, białe chusty, które uroczo powiewają na wietrze 😉 Na wysepce jest malutka plaża i drewniany pomost, a na górze bar. Miejsce ciekawe, choć w sezonie musi być niemiłosiernie zatłoczone ze względu na swe niewielkie rozmiary.

Tyle miejsc na Zakynthos odwiedziliśmy i wszystkie zdecydowanie warto zobaczyć. Tak jak wspominałam w I części opisu, nie byliśmy na typowych plażach, piaszczystych, długich i zagospodarowanych, ani w żadnych kurortach. Sama wyspa, jako taka, nie zapiera tchu w piersiach w tym sensie, że nie jest bardzo zadbana, wypieszczona itp. Kto był w Grecji ten wie jaki to klimat 🙂 Trochę śmieci, wystające z dachów metalowe pręty, jakiś taki nieład, typowy dla Greków. Ale to wrażenie nie dominuje, bo widoki, które oferuje Zakynthos, poszczególne miejsca na wyspie, naprawdę są przepiękne i warto je wszystkie zobaczyć. Drogi są  dobre, wcale nie takie wąskie jak straszą internety, zakręty nie są zabójcze, natomiast widoki tak! Im drogi mniej uczęszczane tym piękniejsze, mnóstwo gajów oliwnych i widocznego z prawie każdej drogi morza.

Informacje praktyczne: 

Jak dotrzeć: na Zakynthos nie latają samoloty rejsowe, więc pozostają czartery, które często trafiają się w bardzo okazyjnych cenach lub oferty z biur podróży, z których i my, wyjątkowo, skorzystaliśmy. Wykupiliśmy za niewielką cenę przelot i nocleg w hotelu ze śniadaniem, a na miejscu wynajęliśmy samochód na cały pobyt i jak wychodziliśmy z hotelu po śniadaniu tak wracaliśmy późnym wieczorem.

Gdzie spać: oferta noclegowa jest ogromna, głównie hotele w ośrodkach turystycznych takie jak głośne  Laganas czy Argassi, Alykes i spokojniejsze Kalamaki. My spaliśmy w Kalamaki w hotelu Louros Beach Hotel, który polecam. Kameralny, spokojny, bardzo zadbany.

Co jeść: nas najbardziej urzekły przystawki – tzatziki z tradycyjnym chlebkiem, feta zapiekana w cieście filo z miętą, chlebki z pomidorami i fetą, oliwki (!!!) czy sałatka grecka. Poza tym oczywiście musaka (najsmaczniejsza w restauracji Massa Restaurant w Kalamaki, subtelna w smaku, delikatna, pyszna), pieczone ryby i inne przysmaki greckiej kuchni. Do tego pyszne lokalne wino, tawerna z widokiem na morze i można siedzieć bez końca 🙂

Polecamy Zakynthos!

Podobał Ci się ten wpis? Polub nasz profil na Facebooku.


Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Co warto zobaczyć na Zakynthos (część II)"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda
Gość

Wyspy greckie to dla mnie taka kwintesencja wakacji, błogiego odpoczynku i wielu cudownych miejsc. Na Zakynthos jeszcze nie byliśmy a jak widać po Waszych pięknych zdjęciach warto. Oj, warto 🙂